
– No właśnie chcę to powiedzieć. Pojechał w Aleję Wyzwolenia do jakiegoś typa, nazywa się Zenobi Fajksat…
– Jak?!
– Fajksat. Jak Boga kocham, sprawdziłem na liście lokatorów. Prosto z poczty do tego Fajksata i siedział tam cały czas. A od Fajksata wrócił tutaj, nigdzie po drodze nie wstępował.
– I nie wiesz, co robili?
– Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc, próbowałem podsłuchiwać pod drzwiami, ale tamte domy budowali jakoś przesadnie porządnie albo co, bo nic nie słychać. Tylko, jak już wychodził i ten Fajksat zamykał za nim drzwi, usłyszałem jak powiedział do niego: „pamiętaj o Bonifacym!” A Czesio powiedział: „dobra, pamiętam”. I tyle. Nic więcej.
– Przepchnijmy się do drzwi, bo będziemy wysiadać – powiedziała Janeczka. – Jeszcze jakiś Bonifacy do tego
wszystkiego… No nic, będziemy go dalej pilnować. A tych listów z walizki mamy nie czytać, tylko spalić, obiecałam jej uroczyście, więc nie wygłup się przypadkiem…
* * *
Mieszkanie kumpla na Sieleckiej było w najwyższym stopniu atrakcyjne. Składały się na nie teoretycznie cztery pokoje, w praktyce było to trzy i pół. Trzy pokoje miały rozmiary mniej więcej przystosowane do gabarytów istoty ludzkiej, czwarty należący do Stefka, swobodnie zmieściłby się w przedziale kolejowym. Ustawione w nim trzy meble, łóżko, stolik i krzesło, powodowały, że jedna osoba mogła się na przykład rozebrać i ubrać, z tym, że ostrożnymi i ograniczonymi ruchami. Na krześle jednakże można było usiąść tylko przełażąc górą przez oparcie, albo też metodą wyciągnięcia go do przedpokoju i przywleczenia potem za sobą. Pozostały po usunięciu krzesła kawałek podłogi wystarczał do indywidualnych ćwiczeń gimnastycznych, absolutnie i bez reszty parterowych.
Pawełek spędził tam całe popołudnie, aż do wieczora. Połowę tego czasu zajęły wysiłki z hantlami, połowę drugiej połowy odrobina niezbędnego odpoczynku, resztę zaś pogawędka ze starszym bratem, który wreszcie wrócił do domu. Pogawędka stanowiła ukoronowanie cudownego wieczoru, aczkolwiek nabrała rumieńców dopiero, kiedy poruszono temat wielkich namiętności.
