
– A osobiście go słabo znamy – wtrącił przepraszająco
Pawełek.
– Sprawdzaliśmy tylko polskie – ciągnęła Janeczka. – Lepiej od razu zajrzyj na dno. Wszystko inne jest zwyczajne.
Dziadek przyjrzał się jej podejrzliwie, odłożył klaserek, ostrożnie wyjął znaczki z pudełka i znalazł kopertę na spodzie. Znów na chwilę znieruchomiał, obejrzał ją przez lupę i znów uniósł głowę.
– Skąd to macie? – spytał surowo.
– Znaleźliśmy – odparł bez namysłu Pawełek.
– Co to znaczy znaleźliśmy? Jak mogliście coś takiego znaleźć? Dzieci, bez żartów, to są drogie rzeczy, to się nie poniewiera po ulicy…
– Owszem, poniewiera się – przerwała stanowczo Janeczka. – Znaleźliśmy w śmietniku.
– Jak to…?!
– Tak zwyczajnie. Jedna pani to wyrzuciła. Na moich oczach.
– Przez pomyłkę…?
– Wcale nie przez pomyłkę. Nawet jej pomogłam. Od razu zobaczyłam, że wyrzuca listy ze znaczkami i zwróciłam jej uwagę. Powiedziała, że ją to nic nie obchodzi i mogę to sobie zabrać, jak chcę. W ogóle miała zamiar spalić. No więc zabrałam i jeszcze po niej posprzątałam.
– Znasz tę pani ą?
– Nie. Zupełnie obca osoba. To było przypadkiem.
Dziadek przypomniał sobie wszystkie znaczki powyrzucane, zniszczone i spalone, o jakich w ciągu całego swojego życia słyszał i wiedział, i westchnął ciężko. Wyobraził sobie, co by było, gdyby Janeczka tego nie uratowała. Do owej pani, wyrzucającej na śmietnik bezcenne skarby, poczuł zdecydowaną antypatię, nie mógł jednakże tego tak zostawić.
– Potrafiłabyś tę panią znaleźć? – spytał, wzdychając ponownie.
Janeczka zawahała się. Na upartego dałoby się tę sprawę załatwić. Na listach znajdowały się adresy, prawdopodobnie widniał tam także adres nieżyjącej ciotki, nawiązanie kontaktu z panią było możliwe, ale nie miała najmniejszej ochoty oddawać takich cudownych znaczków osobie, która je wyrzuca.
