
– A co? – spytała ostrożnie. – Chcesz, żeby jej to zwrócić?
– Uważam, że powinna przynajmniej wiedzieć, jaką to ma wartość. Należałoby to od niej odkupić.
– Za pół ceny – wtrącił się znów Pawełek z wielką stanowczością. – O całej mowy nie ma, nie zasługuje na to!
– No owszem – przyznał dziadek z wahaniem. – Tu masz trochę racji…
– Albo może zamienić – podsunęła Janeczka. – Możemy jej dać za to któryś ametyst.
– Ametyst! – ucieszył się Pawełek. – Pierwszorzędny pomysł! Ale nie największy, żadne takie, któryś z tych mniejszych…
Dziadek rozważył sprawę i zgodził się na ametyst. Ametysty mieli, przywieźli sobie z Algierii, należały do nich bezsprzecznie i stanowiły coś w rodzaju podarunku losu. Co prawda, losowi wydatnie pomógł Pawełek, własnoręcznie wysadzając w powietrze kamieniołom, ale to tym bardziej, napracowali się i należało się im wynagrodzenie. Mieli tego dwie garście, jedną sztukę mogli poświęcić bez wielkiego
żalu…
– Z tym, że to nie będzie takie całkiem proste – zastrzegła się Janeczka. – Musimy się postarać i proszę bardzo, możemy, ale pod warunkiem.
Załatwiwszy najważniejszą kwestię, dziadek zaczął okazywać lekkie roztargnienie. Peseta wyjął z klaserka niebieski znaczek, obejrzał go ze wszystkich stron, położył na biurku i wyciągnął austriacki katalog.
– Pod jakim warunkiem? – spytał, przewracając kartki.
– Pod warunkiem, że nam coś powiesz. Parę rzeczy… Dziadek znalazł właściwą stronę i znów sięgnął po lupę.
– Typ drugi… No? Ja słucham, słucham…
– Nie słuchać masz, tylko mówić – mruknął pod nosem
Pawełek.
– Chcemy się dowiedzieć, czy pan Miedzianko ma na imię Bonifacy – powiedziała Janeczka podstępnie.
– Bonifacy? – zdziwił się dziadek. – Skąd? Nie żaden Bonifacy, tylko Szymon.
– I czy pan Fajksat ma telefon – dodał szybko Pawełek.
– Nie wiem, czy Fajksat ma telefon, ja do niego nie dzwonię. Jeśli ma, to zastrzeżony – odparł z niechęcią dziadek i nagle oderwał się od katalogu. – Zaraz, chwileczkę… Skąd wy macie takie znajomości? Co to ma znaczyć?
