– A maść ergotaminowa?

– Nie znam – ożywił się. – Co potrzeba? Gliceryna…

– Miesza się na gorąco glicerynę z woskiem i wyciągiem ze sporysza. Wyniki są dość zachęcające, choć w dziedzinie leczenia trądu nie odnieśliśmy jak dotąd poważniejszych sukcesów.

Kelnerka wniosła zupę i znowu uciekła.

– Faktycznie, traktuje nas jak zapowietrzonych – zauważył Paweł.

– Aha. Normalna reakcja, nie ma się czemu dziwić. Lepra była tu odbierana jako kara za grzechy, dopiero niedawno ludzie zrozumieli, że jest to choroba. Teraz wie o tym nawet mój pryncypał.

– Widziałem, jak się zmieszał… Dlaczego aż tak mocno zareagował?

– Cóż. Wysunął w młodości teorię… że jest to zaraza rodzinna. Danielsen dwadzieścia razy usiłował zaszczepić trąd na sobie. Ponieważ mu się nie powiodło, doszedł do wniosku, że musi być wrodzony. Zmienił zdanie po wprowadzeniu rządowego programu zapobiegania. Po odseparowaniu chorych w leprozoriach, w ich rodzinach jeszcze przez pięć lat pojawiały się przypadki choroby. Potem się skończyły…

– Pięć lat to okres inkubacji – mruknął Paweł.

Zupa była bardzo smaczna.

– W naszym klimacie. Mieliśmy przypadki wystąpienia choroby już po dwu latach od zakażenia czy też domniemanej daty zakażenia. Lekarze z Moloukai twierdzą, że trąd może inkubować w organizmie około siedmiu lat. Może ma tu wpływ rasa albo klimat?

– Kanacy z Hawajów są odporniejsi?

– Trudno ocenić. Chyba nie, bo zaraza przywleczona przez chińskich chodia kosi ich strasznie. Tyle tylko, że dłużej rozwija się w ich ciałach.

Dziewczyna zabrała puste talerze po zupie i przyniosła gulasz.

Po chwili z zaplecza dobiegł dźwięk tłuczonej kamionki.

– Rozbijają talerze, z których jadłem – powiedział Hansen.



15 из 339