Zapadł już zmrok. Hansen wyjął z torby niewielką latarkę i zapalił umieszczoną w niej świeczkę. Ruszyli przez wykładane pociemniałym drewnem zaułki.

– Gdyby w tym mieście faktycznie miały żyć duchy, mieszkałyby właśnie tutaj – powiedział, rozglądając się po pnących się ku górze ścianach.

– Za dnia to miejsce pewnie wygląda uroczo – zauważył Paweł. – Ale teraz faktycznie…

Z cienia wynurzył się patrol.

– Dobry wieczór, doktorze Hansen – odezwał się dowódca. – Będzie potrzebny konwój? – Rzucił spojrzeniem na Skórzewskiego.

– Nie, dziękuję. Dziś nikogo nie wykryliśmy.

Dowódca uśmiechnął się nieszczerze.

– Dwa tysiące pięćset osiemdziesiąt sześć kroków – powiedział. – Dajemy na wszystko baczenie. Może wreszcie dopadniemy i jego.

– Zabobony – warknął Hansen.

Patrol odszedł w spowite mrokiem zaułki i tylko skrzypienie butów na pokrytych lodem deskach niosło się echem pomiędzy ścianami magazynów.

– O co chodziło z tymi krokami? – zaciekawił się Paweł.

– Ludzie uważają, że człowiek, prowadzony pod konwojem, przechodzi zawsze dwa tysiące z czymś tam kroków między swoim domem a szpitalem.

– Konwój. Jak rozumiem, hospitalizacja jest przymusowa?

– No, niestety. Wolałbym tego nie robić, ale co począć? Muszę odcinać źródła zakażenia.

– A pacjenci nie uciekają wam przypadkiem? – W głosie Skórzewskiego zabrzmiała drwina.

– Czasami się zdarza. Ale rzadko. Rodziny mogą ich odwiedzać, rozmawiają, niestety, przez szybę. A gdyby uciekli, gdzie się schowają? Nikt ich nie przyjmie do domu. Zresztą, żeby uciekać, trzeba mieć pieniądze. Czasem się zdarza – powtórzył. – Kryją się na wsi, z reguły szybko dowiadujemy się, gdzie. Ale przecież nie będę ich ścigał i wlókł z powrotem. Jestem człowiekiem i oni też są ludźmi…

Nieoczekiwanie w ciemności przed nimi zamajaczyła niska, zgarbiona sylwetka. Spod szerokiego kapelusza patrzyły dziwnie świecące oczy. Obaj lekarze zatrzymali się zaskoczeni. Gdzieś z dachu nad zaułkiem zsunęła się śnieżna pierzyna. Przez chwilę płatki wirowały pomiędzy ścianami domów, a gdy doleciały do ziemi, nieznajomego już nie było.



21 из 339