– Proszę się nie obawiać. Posiłki przynoszą nam z miasta.

Nagle odczuł ulgę. Pożywienie odzyskało swój smak. Odetchnął.

– Tu gotujemy tylko dla chorych – wyjaśnił gospodarz. – Zresztą jutro będzie sporo czasu, wszystko panu pokażę.

Skórzewski kiwnął głową. Ciepło rozleniwiło go zupełnie. Trudy podróży dały o sobie znać. Godziny, dni i tygodnie spędzone na niewygodnej ławce dyliżansu, mróz, te drobne łyki alkoholu, sączone niemal bez przerwy przez ostatnie kilka godzin… Powieki zaciążyły mu ołowiem.

– Przepraszam – powiedział. – Chyba muszę iść spać.

Hansen uśmiechnął się ze zrozumieniem. Dopił swoją kawę i wyszedł. Paweł powoli rozluźnił krawat i popatrzył przez okno na wąski zaułek, obiegający od tej strony szpital. Szyby były bardzo grube, zarośnięte kwiatami mrozu, ale przez wychuchaną przetainę zauważył, że po drugiej stronie ulicy ktoś stoi. Postać była niewysoka, momentami ginęła w zadymce, to znów rysowała się wyraźniej. Twarz nieznajomego skrywał gęsty cień, ale lekarzowi nieoczekiwanie wydało się, że obcy gapi się prosto w jego okno. Cofnął się odruchowo w głąb pokoju, a gdy spojrzał ponownie, trotuar był pusty. Tylko wiatr przeganiał po bruku kłęby śniegu. Dwie minuty później lekarz spał jak zabity, tuląc głowę do miękkiej poduszki, wypchanej puchem dzikich gęsi. Gdzieś pomiędzy belkami wiązań dachowych ganiały się szczury…


***

Wicher nieco osłabł, ale mróz wzmógł się jeszcze. Doktor obudził się nad ranem. Przez chwilę leżał, zastanawiając się, gdzie jest, gdy niespodziewanie jego uszu dobiegł jęk. Dźwięk, który prawdopodobnie przed chwilą wyrwał go ze snu, przebił ściany i stropy. Płynął gdzieś z głębi budynku. Jęczący człowiek umierał. Paweł niechętnie wygrzebał się z łóżka i zapalił świecę. Ubranie wisiało na oparciu krzesła, ale dłuższą chwilę wahał się, czy powinien iść, czy raczej zostać w pokoju. Wreszcie poczucie obowiązku przeważyło. Po trzeszczących schodkach zszedł na parter. Z sieni skręcił na lewo i stanął u końca długiego korytarza. Spod jednych drzwi biła wąska smuga światła. Zapukał.



5 из 339