
– Zbladły i częściowo pozamykały się? – upewnił się. – Znam te objawy. Oznaczają, że koniec jest już bardzo bliski…
– Będziemy musieli wykonać sekcję – dodał Hansen. – Nieczęsto zdarza się, by trąd uderzył do środka. W tym akurat przypadku sądzę, że uszkodzeniu uległy nerki i wątroba. Proszę zwrócić uwagę na plamy na twarzy i rękach.
Skórzewski skinął głową, przyjmując diagnozę do wiadomości. Nieoczekiwanie chory otworzył szerzej oczy i popatrzył na niego. Spojrzenie miał błędne.
– Dorwijcie go i zabijcie – powiedział zupełnie wyraźnie, a potem wzrok zgasł mu jak zdmuchnięta świeca.
Twarz wydawała się zapadać do środka, mięśnie uległy zwiotczeniu, dziwny grymas, wykrzywiający dotąd jeden kącik ust, ustąpił. Dolna szczęka powoli opadła. Doktor Hansen zamknął zmarłemu oczy.
– Odczuwał bóle? – zapytał Skórzewski, wyjmując niewielki notatnik.
– Tak. Jednak stracił czucie w zaatakowanych narządach. Lepra uderza zawsze najpierw w system nerwowy. Niech pan się położy, sekcję zrobimy jutro.
Polak wrócił do swojego pokoju. Starannie mył ręce i włosy, ale ciągle nie mógł pozbyć się natrętnego wrażenia, że choroba na dobre przylgnęła do jego skóry. Wiedział, że ryzyko zarażenia jest minimalne, ale nie mógł opanować lęku. Idąc spać, ponownie zauważył ciemną postać na chodniku po drugiej stronie ulicy. Zamknął oczy, aby odpędzić złudzenie. Gdy je otworzył, widać było tylko tumany śniegu przepędzane wiatrem po trotuarze.
– Cholerne zwidy – mruknął.
***
Późny zimowy ranek odpędził nocne mary. Skórzewski stanął w drzwiach i oddychał głęboko, chłonąc lodowate powietrze. Po drugiej stronie ulicy teren wznosił się, dochodząc do lasu. Granitowy masyw górował nad miastem. Na dziedzińcu panował porządek. Tylko w kącie pod ścianą spoczął jeszcze jeden podłużny kształt. Szare płótno upstrzone było ciemniejszymi plamami, krew przesiąkła, gdy go nieśli. Powierzchnia materiału pokrywała się już szronem.
