Wstała z fotela i poszła do kuchni nastawić mleko na czekoladę. Zastanawiała się, co spowodowało ten nagły nawrót wspomnień. Nie musiała długo dumać. Główną przyczyną jej problemów i cofania się myślami w przeszłość, był najdroższy braciszek Sebastian, który z właściwą sobie beztroską przysłał jej pocztówkę: „Indie są wspaniałe. Zostaję. Wiem, że dasz sobie radę."

W pierwszej chwili lekkomyślność brata rozzłościła ją. Oczywiste było, że nie zamierza płacić rat ani przez bank, ani w jakikolwiek inny sposób. Zadzwoniła do rodziców i dowiedziała się, że oni także dostali wiadomość od Sebastiana. A kiedy jej matka zaczęła:

– Czy to nie podniecające? – Leith wiedziała już, że jeśli oczekuje poparcia, traci czas.

– Będzie mógł robić w Indiach cudowne zdjęcia, prawda? – kontynuowała matka i dopiero pod sam koniec rozmowy zainteresowała się hipoteką: – Ale przed wyjazdem uporządkował chyba swoje sprawy, nieprawdaż, kochanie?

Dla matki świat zaczynał się i kończył na Sebastianie, zawsze będzie go bronić. Poza tym rodzice bardzo pomogli im w urządzaniu mieszkania tuż po przeprowadzce, ofiarowując meble, wykładziny i inne potrzebne rzeczy. Naprawdę nie wypadało prosić ich, by pokryli wysoki dług hipoteczny Sebastiana.

– Znasz Sebastiana – oznajmiła więc niedbale, wiedząc, że matka widzi jedynego syna przez najbardziej różowe z różowych okularów.

Mleko zawrzało i Leith zaczęła przygotowywać sobie filiżankę czekolady, kiedy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Nie wiadomo dlaczego pomyślała natychmiast, że to Sebastian, chociaż on miał własny klucz. Chyba ten nieszczęsny dług gnębił ją zbyt mocno, skoro wierzyła, że samą myślą sprowadzi brata do domu.

Otworzyła drzwi – nie, to nie był Sebastian.

– Travis! – wykrzyknęła. Wyglądał strasznie i był kompletnie pijany. Zauważyła, że ocieka wodą.



15 из 126