
– Prawdopodobnie przyjechała do rodziców.
– Właśnie – zgodził się z nią. – Wydawała się trochę przybita… czy ja wiem, nic konkretnego. W każdym razie – kończył – staliśmy przed Oliphants Cafe, więc zaproponowałem kawę i już za chwilę opowiadała mi o swoim życiu w Londynie…
Zawiesił głos, a Leith dała się złapać w tę klasyczną teatralną pułapkę.
– I co? – zapytała, czując w głębi ducha, że za chwilę tego pożałuje.
– I powiedziała mi, że w jej bloku zwalnia się mieszkanie.
– O, nie – zaprotestowała Leith, choć przez głowę przemknęła jej kusząca myśl o zamieszkaniu w Londynie. – Od razu ci mówię, że mama się nie zgodzi.
– Zgodzi się, jeśli powiesz jej, że będziesz się mną opiekować… sprawdzać, czy umyłem szyję i zmieniłem skarpetki – uśmiechnął się przebiegle Sebastian. Miał wtedy dwadzieścia trzy lata i radośnie wykorzystywał nadmierną troskliwość matki.
– A poza tym – dodał z rozbrajającą szczerością – nie stać mnie na czynsz.
– A jeśli nie zechcę pojechać? – Leith usiłowała przyhamować nieco jego zapał.
– Pojedziesz! – przymilał się. – Wiesz, że pojedziesz. Jakoś nie protestowałaś, kiedy tato powiedział, że uczyłaś się pilnie przez tyle lat, a teraz w żadnej pobliskiej firmie nie możesz w pełni wykorzystać swoich kwalifikacji. Za to w Londynie…
Sebastian rozwijał temat jeszcze przez parę minut. Leith próbowała bronić swej pozycji, ale na każdy zarzut miał gotową odpowiedź i już po chwili poczuła się równie podniecona, jak on. Rzeczywiście, pracowała ciężko, aby zdobyć kwalifikacje w kontraktowo-handlowej dziedzinie inżynierii, a w jej obecnym miejscu pracy nie wykorzystywano w pełni jej zdolności.
– Ja też będę miał większe pole do popisu – oznajmił Sebastian. Skończył uniwersytet i teraz pracował jako fotograf. – Zdaje się, że opstrykałem już wszystko w tej dziurze – dodał i powrócił do swojej śpiewki: „Za to w Londynie".
– Lepiej porozmawiajmy z rodzicami-ostudziła go Leith.
