– Rozumiem. – Leith uznała, że uchwyciła znaczenie słowa „naturalnie". -Naylor nadal mieszka z wami i kiedy twoja matka…

– Matka byłaby święcie obrażona, gdyby nie uważał Parkwood za swój dom, ale teraz ma mieszkanie w Londynie… Wciąż jednak często do nas przyjeżdża i regularnie dzwoni, żeby sprawdzić, czy wszyscy są zdrowi. – Leith nie mogła uwierzyć, że ten troskliwy kuzyn Naylor i agresywny brutal, z którym miała do czynienia ostatniej nocy, to jedna i ta sama osoba, kiedy Travis wyznał: – To matka zadzwoniła do niego w piątek i chyba powiedziała mu… tak mi się zdaje… coś, co ja sam powinienem był zauważyć, ale byłem za bardzo zajęty, że bardzo martwi się o mnie od pewnego czasu. Naylor pojechał wtedy do Parkwood.

– I widziałeś się z nim w piątek wieczorem, po rozmowie z Rosemary.

– Nie – spokojnie zaprzeczył Travis. – Nie pamiętam, dokąd poszedłem, ale na pewno nie do domu. Przez cały ten czas Naylor próbował wyjaśnić matce, że jestem już dużym chłopcem, ale kiedy nie pojawiłem się także w sobotę, wszelkie wysiłki, żeby ją uspokoić, spełzły na niczym. Kiedy minęła północ, a mnie wciąż nie było, Naylor wybrał się po mnie.

– Powiedziałeś matce o Rosemary…

– Na litość boską, nie! – przerwał oburzony. – Rosemary tak się trzęsła o to, żeby rodzina nie miała pojęcia o naszej miłości, że zachowałem jej nazwisko w najgłębszej tajemnicy. Ojciec powiedział zresztą, że w pracy idzie mi dobrze, stąd też doszli do wniosku, że musi w to być zamieszana kobieta, ale…

Tym razem Leith wpadła mu w słowo, naprawdę zaintrygowana:

– Ale… jeżeli nikomu nie powiedziałeś o Rosemary, to nie podałeś też nikomu jej adresu. Jak u licha twój kuzyn wiedział, gdzie szukać?

– Nie wiedział. Wściekła determinacja i niesamowite szczęście zaprowadziły go do twoich drzwi.



23 из 126