– Moje życie prywatne – oznajmiła sucho, wyłącznie dla zasady – nie ma zupełnie nic wspólnego z pracą!

Naylor Massingham nawet nie raczył dyskutować.

– Tak sądzisz? – zapytał jedynie i wyszedł. Leith siedziała, zupełnie oszołomiona, z okularami w dłoni, kiedy w minutę później wpadł Jimmy z naręczem papierów, po które go posłała.

– Przepraszam, że to tak długo trwało, musiałem czekać, aż Tom skończy rozmowę telefoniczną. – Po tych zdawkowych przeprosinach już bez ogródek zapytał: – Widziałem, jak wychodził stąd pan Massingham. Ominęło mnie coś ważnego?

– W twoim przypadku to po prostu niemożliwe, Jimmy – odparła wesoło, wzięła od niego papiery i udała, że studiuje je uważnie, choć nie docierało do niej ani jedno zdanie. „Tak sądzisz?" Massinghama brzmiało jej jeszcze w uszach, budząc niejasną obawę. Nie zagrzała tu miejsca nawet tak długo, jak na ostatniej posadzie, a wszystko wskazywało na to, że zaraz znów wróci na pozycję czytelniczki ogłoszeń.

Tego dnia potrzebowała wszystkich swych sił, żeby skupić się na pracy. Wieczorem jednak, kiedy wróciła do domu, mogła zrobić sobie filiżankę herbaty i swobodnie pomyśleć – oczywiście, o Naylorze Massinghamie.

Dlaczego od razu nie powiedziała mu, że nie jest przyjaciółeczką Travisa? I dlaczego, och, dlaczego Travis nie wspomniał nawet nazwiska swego kuzyna? Mogłaby wówczas spytać go, czy Naylor ma coś wspólnego z Massingham Engineering… i byłaby przygotowana na to, co wydarzyło się dziś rano. Mogłaby uporządkować myśli, ułożyć sobie, co ma mu powiedzieć, gdyby przypadkiem się spotkali. Powiedziałaby mu, że jej sąsiadka Rosemary… I nagle przypomniała sobie, że istnienie Rosemary jest ciągle tajemnicą dla rodziny Travisa. Coś ją tknęło. Travis szalał z rozpaczy, że Rosemary go rzuciła, ale chyba sam w to nie wierzył. Gdyby rzeczywiście był tego pewien, na pewno nie ukrywałby jej tak zazdrośnie. Gdyby powiedział choć słowo, Rosemary na pewno nie chciałaby go więcej widzieć.



29 из 126