
Czy właśnie te słowa złagodziły choć trochę jego brutalność? Leith, zasypiając, nie myślała jednak o słowach, jakie padły między nimi. Prześladował ją tamten pocałunek… i to, że nie zdołała mu się oprzeć.
Około piątku wspomnienie pocałunku z Naylorem Massinghamem zupełnie wywietrzało z głowy Leith. Zaprzątały ją inne, o wiele ważniejsze sprawy. Czuła, że wpadła jak śliwka w kompot. I to w bardzo gorący. Rosemary nie wróciła od rodziców, Travis albo był jeszcze za granicą, albo czuł się lepiej, bo więcej się nie odezwał. O ile jednak z tej strony sprawy układały się po jej myśli, o tyle doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w nowym skrzydle siedzi sobie facet, który dokładnie śledzi jej najmniejsze potknięcia.
Dlatego też po dwa i trzy razy sprawdzała wszystko, co lądowało na jej biurku. Oprócz normalnych zajęć musiała poświęcić sporo czasu i wysiłku sprawie Palmer & Pearson, którą Naylor powierzył jej. Do tej pory pracowała od rana do wieczora, a teraz zostawała w biurze długo po godzinach i jeszcze zabierała do domu pękatą teczkę.
W piątkowy poranek pojawiła się w biurze po nocy spędzonej na pracy i rozmyślaniach nad zmianą posady. Na Vaseyu świat się nie kończy, zdecydowała i od razu zreflektowała się, że żadna inna firma nie zapłaci jej aż tyle. Zważywszy, że nie otrzymała od Sebastiana nie tylko pocztówki, a co dopiero przekazu pieniężnego, był to poważny argument.
Żeby już nic nie brakowało do szczęścia, zadzwonił Jimmy Webb. Prosił o zwolnienie z powodów żołądkowych. Czytaj: ciężki przypadek kaca – pomyślała, wiedząc, że poprzedni wieczór spędził na przyjęciu urodzinowym u kolegów.
Był jednak doskonałym pracownikiem, więc choć wiedziała, że bez niego dzień będzie cięższy niż zwykle, współczująco poradziła mu, żeby wziął Alka-Seltzer i wracał do łóżka.
– Zobaczymy się w poniedziałek – powiedziała i wróciła do swej pracy, przerywanej odbieraniem telefonów, co zazwyczaj należało do obowiązków Jimmy'ego.
