
ROZDZIAŁ CZWARTY
Leith nie znalazła odpowiedzi na dręczące ją pytanie. W sobotę rano obudziła się z myślą, że ma inne, ważniejsze sprawy na głowie. Wypchana do granic wytrzymałości teczka przypomniała jej, w jaki sposób spędzi dwa wolne od pracy dni.
Po śniadaniu rozłożyła w jadalni stół, na którym poukładała zawartość teczki. Wtedy zadzwoniła jej matka.
– Miałaś wiadomości od Sebastiana? – brzmiało pierwsze jej pytanie.
– Ty chyba miałaś, co? – odparła Leith z uśmiechem.
– Dostałam dziś rano śliczny, długi list. Spotkał jakąś miłą dziewczynę, wiesz?
Sebastianowi zdarzało się to czasami.
– Wraca do domu? – zapytała Leith, zaciskając kciuki i z nadzieją czekała na odpowiedź.
– Jeszcze nieprędko. Sądzę, że możemy spodziewać się go dopiero około Bożego Narodzenia. – Matka radośnie pogrzebała wszystkie nadzieje Leith. Boże Narodzenie będzie za siedem miesięcy! – Razem z Elise podróżują po Indiach, potem pojadą do Tajlandii i… – Leith na chwilę straciła wątek, myśląc z rozpaczą, że stanie się cud, jeśli Sebastian wróci i spłaci część hipoteki w Boże Narodzenie za dwa lata… – Co za cudowna okazja!
– Oczywiście, jasne – Leith z trudem wróciła do rzeczywistości. Matka prawdopodobnie miała na myśli cudowną okazję do zwiedzenia połowy świata.
– Mam nadzieję, że zwolnił się z pracy. Miało go nie być tylko dwa tygodnie.
– Na pewno, kochanie – odparła matka, zachwycona listem, który otrzymała od uwielbianego syna.
– Czy… hm… wspomniał, z czego będzie się utrzymywał? – zapytała Leith, pogrążona w nieustannej trosce o hipotekę.
– Wiesz, no… cóż – odparła matka z zażenowaniem i Leith szybko domyśliła się prawdy.
