
– Nie prosił cię chyba o pieniądze?
– A nie powinien? – pani Everett stanęła w obronie syna. – Wysyłanie co miesiąc raty za hipotekę musi być dla niego poważnym obciążeniem. Napisał, że mógł biedować, kiedy był sam, ale teraz musi myśleć o Elise.
A Elise naturalnie nie ma ani grosza, żeby płacić za swoje wydatki – pomyślała Leith, ale powstrzymała się od komentarzy.
– A co na to ojciec? – zapytała.
– Eee… poszedł grać w golfa – odparła matka i szybko zmieniła temat. Zdaje się, że ojciec nie ma pojęcia o rodzinnych brakach finansowych – pomyślała Leith.
– A co u ciebie, może masz jakieś małe kłopoty, w których trzeba ci pomóc?
– Wszystko jest wspaniale. Ani śladu kłopotów – zaprzeczyła Leith, nie chcąc zatruć matce wspaniałego nastroju. W istocie musiała stawić czoło aż dwu problemom: hipoteka i Naylor Massingham.
– Zawsze byłaś takim mądrym dzieckiem – promiennie stwierdziła pani Everett. Naturalnie nie miała pojęcia, ile razy Leith skrywała przed nią swe dziecięce, a później młodzieńcze troski, bo akurat w tym samym czasie Sebastian przeżywał jakieś wydarzenie lub miał problemy.
– Aha – ciągnęła matka. – Nie powiedziałaś mi, że Rosemary Green opuściła męża!
Leith na chwilę zaniemówiła. Jej rodzinne miasteczko, tak jak wszystkie inne, posiadało zwiadowczą siatkę plotkarzy, którzy chwytali najdrobniejszą sensację i nadymali ją jak balon. Rosemary byłaby jednak zrozpaczona, gdyby mówiono o jej kłopotach.
Stoczyła ciężką walkę ze swoim sumieniem, gdyż przyjaźń do Rosemary walczyła o lepsze z koniecznością bezczelnego kłamstwa.
– Rosemary nie opuściła męża-wydusiła wreszcie. Przynajmniej powiedziała prawdę! Równie dobrze mogła dokończyć zdanie i wyjaśnić, że to mąż Rosemary postanowił odejść, ale matka już wpadła jej w słowo:
– Nie mieszka przecież u siebie. Wróciła do domu!
– Jej matka jest chora.
