– Musi… musi być jakiś inny sposób – powiedziała głośno i tknięta nagłą myślą dodała: – Przecież mogę powiedzieć Travisowi, że to koniec bez… bez tego przedstawienia.

Naylor potrząsnął głową, zanim jeszcze skończyła.

– Mówiłem ci, żebyś z nim skończyła, a ty nie posłuchałaś. Miałem czas przemyśleć sprawę. Musi być tak, jak powiedziałem. Travis wpadł po uszy i nie przyjmie do wiadomości niczego innego. A zatem, kiedy przyszedłem do ciebie, zakochałaś się we mnie od pierwszego wejrzenia. Od tej pory widywaliśmy się codziennie i…

– I to wszystko ma być takie jednostronne? – przerwała mu jadowicie. – Mówię o tym… zauroczeniu.

Znowu potrząsnął głową.

– W tym sęk. Oboje wiemy o tym, że i tak nie poślubiłabyś go, droga panno Everett. Travis bardzo kocha swoją rodzinę.

Ty też, dodała w myśli Leith.

– Na pewno pozwoli ci odejść, kiedy dowie się, że darzysz miłością kogoś z jego rodziny i jest to miłość z wzajemnością.

– Mówi pan naturalnie o sobie!

– Naturalnie.

Leith ani trochę się to nie podobało. Szukając ratunku przypomniała sobie przystojną blondynkę, towarzyszącą mu na kolacji tamtego wieczoru.

– A co z pańską drugą dziewczyną? – rzuciła nieprzyjaznym tonem, dziwnie wzdragając się przed wypowiedzeniem imienia blondynki.

– Dziewczyną? – zdziwił się.

Leith pojęła, że Olinda była jedną z tłumu.

– Olinda Bray – wyjaśniła. – Tamtego wieczoru najwyraźniej pan się jej podobał.

– Wiesz, jak to jest – wzruszył ramionami. – Kupić nie kupić, potargować można…

Roześmiał się – trzeba przyznać – uroczo. Leith była zupełnie bezsilna.

– Wygląda na to – powiedziała – że nie mam wyboru i muszę zrobić to, co pan każe.

Zerknęła na niego i zobaczyła, że promienny uśmiech zniknął, a na jego miejscu pojawił się dawny, nienawistny wyraz. Sprawiło jej to przykrość.



58 из 126