– Po co? Dobre sobie! – żachnął się odbiorca czeku. – Stanąłbym nareszcie na nogach!

– A ile ci tych nóg jeszcze potrzeba? Pięć, sześć? Chcesz być stonogą? Szybciej, kończ! Słyszę już dzwonek windy!

Meff nie powiedział Marion całej prawdy. Właściwie w ogóle nie powiedział jej prawdy, biorąc pod uwagę, że jak zauważają autorytety, prawda jest albo cała, albo jej nie ma. Poza wszystkim sprawa zaczęła go ciekawić. Podniecać, niczym dziewczyna przypadkowo zauważona w tłumie, najlepszy obiekt do rutynowego przetestowania swojej niewątpliwej męskości, i naprawdę nie było ważne, że dziewczyna okazywała się po paru godzinach albo głupią gęsią, albo młodą, żądną przygody mężatką, albo też żądała honorarium, które Meff wręczał jej zawsze z delikatnym odruchem obrzydzenia.

Dreszczyk emocji zakiełkował w nim już na pierwszy widok czerniawego doręczyciela. Ba, jeszcze doręczyciel znajdował się za drzwiami, a już w dźwięku dzwonka brzmiało coś niepokojącego.

Meff lubił ryzyko, choć szczęścia nie miał. Ze swojej szóstej walki wyszedł z przetrąconym nosem i chusteczką pełną zębów, co uświadomiło mu, że boks jest sportem cokolwiek brutalnym i pozbawionym wdzięku. Z ciągot myśliwskich wyleczył go pewien bawół w Kenii, za którym najpierw sam szedł pół dnia, a potem również sam uciekał przez pół nocy.

Wojnę (owszem, zgłosił się patriotycznie na ochotnika) przesiedział w toalecie, bowiem od pierwszego dnia pobytu w Azji po ostatni prześladowała go złośliwa biegunka, która nasilała się równie regularnie jak ofensywy Żółtych.

Krótka praca w charakterze naganiacza w domu gry wyleczyła go z inklinacji do hazardu. Skończyła się katastrofalnym mordobiciem, utratą półrocznych oszczędności i koniecznością ucieczki na drugi koniec kontynentu. Nie pozostawało nic innego, jak zostać inteligentem. Meff miał dryg do rysunku, fotografii nauczyli go w wojsku – toteż wybiwszy się śmiałym pomysłem opakowania do opakowań, rychło zaczepił się w reklamie.



3 из 242