
– Ktoś mu roztrzaskał głowę ciężkim, tępym przedmiotem, możliwe, że właśnie tym pucharem – powiedział wolno Kwieciński.
– A potem oskalpował. – Milczący dotąd mężczyzna podniósł się i rozprostował plecy.
Teraz Pater rozumiał już, co mu Wieloch chciał powiedzieć przez telefon. Znowu. Po raz drugi tego dnia czoło zalewała mu gęsta, zimna fala.
Dom Seniora „Eden", 18.06.2006, 13:50
Okna pokoju dyrektora Liblinga – ku wielkiej uldze Patera – wychodziły na niesłoneczną stronę świata. Większość tego ogromnego pomieszczenia zajmował stół konferencyjny, obity zielonym suknem. Łokcie nadkomisarza Patera opierały się o stół, a splecione palce były podstawką dla brody. Policjant siedział nieruchomo jak Sfinks, jedynie oczy błądziły po ciemnych półkach z książkami, po ogromnym mahoniowym biurku i po starych mapach Wolnego Miasta Gdańska.
– To oryginały – dyrektor Libling wpatrywał się ze złością w Patera. – Wszystko, co pan widzi, było tutaj przed wojną. W pokoju dyrektora gimnazjum, bo w tym budynku mieściła się szkoła. Chyba pan się nie dziwi, że wybrałem to miejsce zamiast dusznej atmosfery warszawki.
– Jestem pod wrażeniem – powiedział Pater – to niesłychane! Oto kilka kilometrów od morza, w sosnowym lesie mieściło się gimnazjum klasyczne. Oto tutaj przed wojną chór męskich głosów recytował Homera!
