– Tak było. – Złość powoli mijała dyrektorowi.

– Duże pokoje, zajmowane teraz przez dwóch lub trzech mniej zamożnych pensjonariuszy, to były sale lekcyjne, w mniejszych pokojach lewego skrzydła mieścił się internat. Oczywiście wymagało to sporo wysiłku, by przystosować budynek do nowej funkcji, trzeba było zrobić podjazdy, zamontować windę i tak dalej, ale starałem się, by duch miejsca stąd nie uleciał…

– A Ryszard Maziarski? – Pater nagle zmienił temat. – Był zamożny?

– Niech pan pomyśli. – Złość wróciła Liblingowi.

– Mieszkał sam w ogromnym pokoju, byłym gabinecie geograficznym.

– Dziękuję – Pater uśmiechnął się słodko – że dał mi pan wyjątkową szansę wykazania się bystrością. Był zatem bardzo zamożny – ciągnął bez uśmiechu.

– Ile płacił miesięcznie?

– Właściwie to jeszcze nie zapłacił. Pojutrze jego bank przeleje na nasze konto około trzech i pół tysiąca. Stałe zlecenie przelewu. Oczywiście w sumę tę wliczone są także różne usługi niestandardowe, nieobejmujące innych klientów

Pater przestał wpatrywać się w linie, którymi ktoś dawno temu wyrysował na mapie tkankę miasta. W oczach Liblinga zobaczył błysk wyższości. Tak, dyrektor miał rację. W „Edenie" Pater ze swoją pensją mógłby chyba tylko liczyć na piwnicę przeżartą grzybem. I to po wytargowaniu zniżki.

– Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że trzy tysiące to bardzo dużo. To jest pod tym względem chyba dość nietypowy dom starców?

– Nie, dlaczego. – Libling rozsiadł się wygodniej. Paterowi przypominał teraz obrzydliwie zadowolonego z siebie kocura, przymierzającego się w fotelu do drzemki. – Zdaje się, że rzeczywiście wie pan o tym niewiele – wymruczał dyrektor. – Wszystko się zmieniło, społeczeństwo rozwarstwiło się, a oto jeden z efektów. Widzi pan, jedni strajkują, bo uważają, że pracują za głodowe pensje, inni korzystają z jesieni życia. Kiedyś takie miejsca kojarzyły się ze szpitalami, gdzie snuli się pogardliwie uśmiechnięci pielęgniarze, podobni do więziennych klawiszy, z koszarami, z umieralniami dla tych, o których cały świat zapomniał. Teraz też są takie miejsca, zapewniam. Ale – Libling uśmiechnął się szeroko – są i takie jak to. – Doktor sięgnął do szuflady i wyjął prostokątny folder „Edenu". Na okładce ze znajomą fasadą budynku Pater przeczytał: „Jesteśmy prawdziwą rodziną".



14 из 215