
— Utopia — rzekł Artur i westchnął znowu.
— Nie — rzekł Porta. — Niezupełnie.
Bardzo liczyłem na Portę. Był biologiem, lecz wiedza jego, jak mi się zdawało, obejmowała wszystkie chyba dziedziny prócz lingwistyki deskrypcyjnej.
— Słyszałem c tym — rzekł. — Ale to teoria. I to… — prztyknął palcami.
Ale to nie była tylko teoria. Przed trzema laty przeprowadzałem loty doświadczalne na „Muromcu” w strefie ASL. Czterdzieści dni przesiedziałem w amortyzatorze, prowadząc gwiazdolot z przyśpieszeniem 4 „g”. Gdy wróciłem, okazało się, że chronometr pokładowy wykazywał czternaście sekund różnicy. Przebyłem w przestrzeni o czternaście sekund dłużej, niż to wykazały zegary na Ziemi. Opowiedziałem o tym eksperymencie.
— O — powiedział Porta. — To dobrze.
— Ale to muszą być okrutne przeciążenia — powiedziałem. Bezwzględnie musiałem ich o tym uprzedzić, chociaż załogę skompletowałem z doświadczonych astronautów, dobrze znoszących podwójne albo nawet potrójne przeciążenie.
