
Tylko ten Bykow i Gorbowski. Cóż, gdy wrócą, nas już nie będzie. Sądzę jednak, że się o to nie pogniewają.
Przełożyła J. Dziarnowska
Włodzimierz Sawczenko
Druga wyprawa na dziwną planetę
I
Kosmaty płonący dysk Najbliższej gwałtownie pogrążał się w żółtoczerwone szczerby horyzontu. Wraz z nią ginęły za skałami jaskrawe punkty gwiazd. Zachód Najbliższej trwał najwyżej pół minuty. Przez chwilę gasnące światło odbijał jeszcze wiszący nieruchomo w górze korpus astrolotu. Lecz wkrótce i on rozpłynął się w czarnej pustce.
— Popatrz no, Sandro — nie oglądając się wskazał głową Nowak — tam jest słońce. Trochę niżej „Fotonu–2”, widzisz?
— Widzę…
Przez pewien czas śledzili w iluminatorach bieg bladej, żółtawej gwiazdki. W kabinie zwiadowczej rakiety było ciemno i żaden z nich nie chciał naruszać milczenia.
Zabrzmiał krótki dźwięk, rozjarzył się ekran, na którym ukazała się podniecona twarz Patricka Loy, dyżurującego w astrolocie.
— Kapitanie! Oni znowu nadawali coś tam o nas… Udało mi się to utrwalić. Przekazuję wizję w zwolnionym tempie.
…Ekran zamigotał parę razy. Pojawiły się mgliste, drgające linie, potem zaczęły się tworzyć i znikać szybkie jak błyski obrazy. Antoni Nowak i Sandro Reed wpatrywali się w nie z zapartym tchem.
Oto ich zwiadowcza rakieta z wolna opadająca w polu elektromagnetycznym na powierzchnię Dziwnej Planety… Oto dwaj ludzie przywarci do skał w niedorzecznych, pełnych napięcia pozach… Mignęły jakieś uproszczone i niezrozumiałe symboliczne znaki.
