Kierownik północnego lotniska rakietowego patrzył na niego ze zgrozą i zachwytem.

— Nie otwierajcie tylko szóstej ładowni, dobrze? Tam są dwie mumie. Siergiej Zawiałow i Saburo Mikimi. Przywieźliśmy ich, żeby pochować na Ziemi. Wieźliśmy ich pięć lat. Prawda, Larri?

— Tak — powiedział Larri Larsen. — Siergieja Zawiałowa wieźliśmy pięć lat. Mikimi tylko trzy. A Porta został tam. — Uśmiechnął się, broda mu się zatrzęsła i z oczu popłynęły łzy.

Pietrow pochylił się nad Różeną.

— Chodźmy, Różenko. Chodźmy. Widzisz, wróciłem. Różena patrzyła na niego, tak jak nigdy żadna kobieta nie patrzyła i nie popatrzy na mnie.

— Tak — powiedziała. — Wróciłeś.

Zamknęła oczy i opuściła głowę. Poszli przez tłum obejmując się — wszyscy rozstąpiliśmy się przed nimi. Pożegnała się z nim na zawsze i spotkała po upływie pół roku. Odleciał na dwieście lat, a wrócił po siedemnastu. Udało mu się to. „Zawsze mu się wszystko udawało. Ale jak?

Nie wiem, jak to wytłumaczyć i czy w ogóle można wytłumaczyć. Jestem przecież tylko poetą. Nie fizykiem.

Artystka Różena Tomanowa

Tego dnia Wala wrócił późno. Długo marudził w swoim gabinecie, gwizdał coś fałszując niemiłosiernie, z przesadnym gniewem pokrzykiwał na małpkę. Zrozumiałam, że wszystko skończone. Usiadłam i nie byłam w stanie się podnieść. Wala wszedł i stanął koło mnie. Czułam, że mu jest trudno powiedzieć. Potem nachylił się i pocałował mnie we włosy. Robił to zawsze, gdy wracał do domu, i na sekundę doznałam przypływu szaleńczej nadziei. Ale Wala powiedział cicho:

— Odlatuję, Różenko.

— Kiedy? — zapytałam.

— Za dziesięć dni.

Podniosłam się i zaczęłam przygotowywać go do podróży. Lubił, żebym wybierała i pakowała jego rzeczy. Zwykle krążył wtedy koło mnie, śpiewał, przeszkadzał i błaznował. Ale teraz, gdy robiłam to po raz ostatni, stał na uboczu i milczał. Może i jemu również przypomniał się tamten wieczór nad — morzem.



7 из 237