Podróżowała w przebraniu, oczywiście. Nie dlatego że ktoś mógłby ją poznać, ale nie chciała, by nazywano ją Peggy Guester, gdyż było to także nazwisko jej matki. Przedstawiała się jako panna Larner, wykształcona nauczycielka francuskiego, łaciny i muzyki. W tym przebraniu udzielała lekcji: tutaj kilka tygodni, tam kilka… Prowadziła tylko kursy zaawansowane, dla nauczycieli w rozmaitych wioskach i miasteczkach.

Chociaż wykładała sumiennie, najbardziej interesowało ją wyszukiwanie płomieni serc ludzi, którzy gardzili niewolnictwem, albo — lękając się przyznać do pogardy — przynajmniej, posiadając niewolników, czuli się niezręcznie czy niepewnie. Tych, którzy starali się traktować ich łagodnie, którzy w tajemnicy pozwalali im uczyć się czytać, pisać i liczyć.

Tych o dobrych sercach ośmielała się zachęcać. Rozmawiała z nimi i wypowiadała słowa mogące pchnąć ich na nowe ścieżki życia — choćby nieliczne i wąskie — gdzie nabierali odwagi i otwarcie występowali przeciwko niewolnictwu.

W ten sposób nadal pomagała ojcu w pracy. Czyż bowiem Horacy Guester przez całe lata nie ryzykował życia, pomagając zbiegłym niewolnikom przepłynąć Hio i dostać się na północ, na terytoria francuskie, gdzie stawali się wolni i gdzie nie mogli wkroczyć Odszukiwacze? Nie mogła dłużej żyć przy boku ojca, nie mogła zdjąć z niego nawet cząstki rozpaczy, ale potrafiła kontynuować jego dzieło, a może nawet uczynić je zbędnym, jako że wolność nadejdzie nie dla pojedynczych, ale dla wszystkich niewolników równocześnie.

Czy będę wtedy godna, żeby znów przed nim stanąć? Czy moje winy zostaną odkupione? Czy śmierć mamy nabierze znaczenia, przestanie być bezsensownym rezultatem mojej niedbałości?



24 из 372