
– Ty zawsze wiesz, co ja myślę – wyszeptała w odpowiedzi.
Mocno, bardzo mocno ścisnęła jego rękę. Nie zwracała uwagi na coraz bardziej dojmujące zimno.
– Nie wiemy tylko, czy zdążysz ze mną pojechać – mówił Jordi, podczas gdy reszta wciąż była zajęta roztrząsaniem planu skańskiego. – Będziesz musiała pomóc swoim rodzicom wyjaśnić, kim była twoja biologiczna matka, skąd pochodziła i tak dalej. To jest teraz twoje najważniejsze zadanie.
– Rozumiem. I to może trochę potrwać.
– Tak. Każdy otrzymał swoje zadanie. Antonio i Vesla mają zredagować materiały, które pozostały po don Ramiro, mamy już teraz chyba wszystko, co można było zdobyć. Pedro zbada jeszcze raz swoje drzewo genealogiczne, które przecież zna dobrze począwszy od don Federica. Morten i Gudrun będą poszukiwać potomków doni Garcii, my oboje don Galinda.
– Zostało nam już tak niewiele wspólnego czasu dla siebie.
– Wiem, najdroższa.
– Kiedy jedziesz do Hiszpanii?
– Najszybciej jak to możliwe. Niewykluczone, że już pojutrze.
Myśli Unni podążyły inną drogą.
– Czegoś wam jeszcze brakuje w materiałach dotyczących rodu don Ramira.
– Czego?
– Dziennika, który pisał mąż Gudrun, Jonas Hansen.
– Tak, to prawda. Ale musimy o nim zapomnieć. Ten dziennik już po prostu nie istnieje. Zresztą nie wiem, czy jest rzeczywiście aż taki ważny, naprawdę o tym rodzie wiemy dużo.
Odwrócili się oboje do reszty zebranych, tamci mówili teraz podniesionymi głosami, jakby coś się stało. Matka Unni, zaczerwieniona, donosiła:
– Ależ jestem tego absolutnie pewna!
– Czego? – spytała Unni. Matka zwróciła się do niej.
– Siedziałam tu i myślałam o przeszłości. I nagle uświadomiłam sobie, że była z tobą nieduża paczka… Kiedyśmy cię odbierali, ubranka i takie tam drobiazgi.
– Jakoś nie mogę sobie przypomnieć – westchnął Atle.
– Była, zapewniam cię – upierała się Inger. – Przedtem o tym nie pomyślałam, ale teraz, kiedy Antonio spytał, nagle przyszło mi to do głowy.
