
– W takim razie nic z jej zawartości nie zostało. Nigdzie niczego nie widziałem. Ubrania musiały zostać zużyte, albo wyrzucone.
Sympatyczna twarz Inger skrzywiła się z wysiłku.
– Ale było coś jeszcze…
Wzrok Attego się rozjaśnił. Nie ulegało wątpliwości dla nikogo, że nareszcie coś sobie przypomina.
– Chodzi ci o tę lalkę? Brudną i wypchaną jakimiś chilijskimi bakcylami?
– Tak – potwierdziła Inger. – To była zwyczajna szmaciana lalka. Jej matka się widocznie nią bawiła w dzieciństwie i upierała się, by przekazać ją córce.
– Jedyna pamiątka Unni po matce – rzekła Gudrun. – Powinniście byli ją przechować.
Inger i Atle milczeli. Zastanawiali się.
– Może i my tak zrobiliśmy? – powiedziała Inger.
– Ja w każdym razie nic o tym nie wiem – odparł jej mąż.
– No ale jeśli tak, to gdzie?
– Może na strychu? – podpowiedziała Unni. Inger Karlsrud machnęła ręką.
– Boże drogi, tam przecież nikt od stu lat nie sprzątał. Po prostu dostawia się nowe rupiecie i już.
Jordi zdecydowanie podniósł się z miejsca. Wziął Unni za rękę, drugie ramię wyciągnął do jej rodziców.
– Chodźcie, pojedziemy do waszego domu i poszukamy.
– Mogę z wami? – spytała Vesla.
– Oczywiście, że możesz. Strych jest wielki i wypchany różnymi rzeczami po brzegi. Przeszukanie tego zajmie nam mnóstwo czasu – narzekała Inger.
Wszyscy wstali i zaczęli się szykować do drogi, na poszukiwanie ekscytującego, choć na szczęście, niegroźnego „skarbu”.
3
W Madrycie Pedro siedział przy swoim biurku i patrzył przed siebie. Właśnie odebrał nieoczekiwany telefon.
Od Flavii.
Poczuł nieprzyjemne ukłucie w sercu, kiedy usłyszał jej ciepły głos. Wspomnienia wielu lat popłynęły strumieniem. Bardzo dobrze wiedział, że Flavia spodziewała się trwałego związku, pragnęła małżeństwa z nim, kiedy tak nagle w cudowny sposób został uleczony ze swoich chorób.
