– No właśnie, ja się też wielokrotnie zastanawiałam, dlaczego najwcześniejsi potomkowie rycerzy nie rozwiązali zagadki. Dla nich musiało to być o wiele prostsze niż dla nas.

– Tak, i ja rozważałem tę kwestię – powiedział Pedro. – Co więcej, zdaje mi się, że znam odpowiedź. Otóż pierwsze pokolenia o niczym nie miały pojęcia. Cała sprawa była przecież taka tajemnicza. I przez długi czas nikt nie zauważył, że jest jakaś reguła w tym, iż pierworodni umierają tak wcześnie.

Jordi odnosił się do jego wyjaśnień sceptycznie.

– Coś przecież musieli wiedzieć. Ale teraz to chyba już czas ruszać na lotnisko.

– Masz rację – przyznał Pedro, wstając. – Mój samolot jest wprawdzie później, ale pojadę z wami. Potem będziemy utrzymywać kontakt telefoniczny oraz za pomocą listów poleconych. Nie żadne SMS – y ani internet, musimy być ostrożni. No i obawiam się, że na kolejne spotkanie długo czekać nie będziemy – rzekł z pełnym ciepła uśmiechem.

Wrócili do codzienności, znajdowali się znowu w domu, w swojej willi niedaleko Drammen.

Tyle tylko że takiej prawdziwej, zwyczajnej codzienności żadne z nich nie doświadczy, dopóki nie dotrą do samego jądra tajemnicy, wszyscy dobrze o tym wiedzieli.

Linia telefoniczna między Madrytem i Drammen rozgrzewała się niekiedy do czerwoności, tak intensywnie ją wykorzystywano. Kolejne elementy były mozolnie dodawane do układanki, którą odkryli na plecach mnisiego habitu. Na szczęście do fotografii zdołali go ułożyć tak, by szerokie rękawy nie zasłoniły wzoru. Brakowało jedynie paru słów na wystrzępionym brzegu. Zdumieni wpatrywali się w tekst, który można już było odczytać:

Śladem rycerzy podążać nie można.



5 из 161