
Wybitny talent, z pewnością, lecz w życiorysie młodego człowieka widniało kilka białych plam: choćby brakujące trzy lata między ukończeniem prestiżowej szkoły artystycznej Betsal’el w Jerozolimie a podjęciem nauki w Wenecji u mistrza konserwacji dzieł sztuki, Umberta Contiego.
– Gabriel spędził sporo czasu, podróżując po Europie – stwierdził zwięźle Shamron.
Właśnie wtedy po raz ostatni wypłynęła kwestia europejskich przygód Gabriela. Julian Isherwood nie mówił o tym, co się stało z jego ojcem, a Gabriel nie chciał wspominać o tym, co robił dla Ariego Shamrona, alias Rudolfa Hellera, od mniej więcej 1972 do 1975 roku. Isherwood skrycie określał ten czas mianem “straconych lat”.
Isherwood sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął czek.
– Twój udział ze sprzedaży Vecellia. Sto tysięcy funtów.
Gabriel wziął czek i schował go do kieszeni płynnym ruchem ręki. Miał dłonie iluzjonisty i niezwykłą umiejętność wprowadzania ludzi w błąd.
– Ile wynosi twój udział?
– Zanim to wyjawię, musisz mi obiecać, że nie zdradzisz wysokości tej sumy żadnemu z tych sępów – oświadczył Isherwood, wskazując dłonią ludzi siedzących w restauracji.
Gabriel nie odpowiedział, co Isherwood uznał za uroczystą przysięgę milczenia do grobowej deski.
– Milion.
– Dolarów?
– Funtów, kwiatuszku. Funtów.
– Kto to kupił?
– Bardzo przyjemna galeria na środkowym zachodzie Ameryki. Bez wątpienia koneserzy. Wyobrażasz sobie? Kupiłem obraz za szesnaście tysięcy w zapyziałej salce wystawowej w Hull, kierując się wyłącznie intuicją, cholerną intuicją, że mam przed oczyma zaginiony fragment ołtarza z kościoła San Salvatore w Wenecji. I miałem rację! Taki strzał zdarza się raz na całe życie, a przy odrobinie szczęścia może dwa razy. Zdrowie.
Wznieśli toast kieliszkiem na wysokiej nóżce i porcelanową filiżanką. W tej samej chwili do ich stolika podszedł zadyszany, pulchny mężczyzna o różowych policzkach i w różowej koszuli.
