
ROZDZIAŁ II
Niewiele brakowało, a właśnie owa miłość do zwierząt zgubiłaby Tulę. O mały włos, a zdradziłaby swe tajemne talenty. Co roku w czasie uboju dochodziło do dramatycznych scen, ponieważ dziewczynka przyjaźniła się ze zwierzętami w oborze i dobrze je wszystkie znała. Pewnego razu nie zdołała się opanować i sprowadziła nagłą chorobę na tych, którzy ośmielili się podnieść rękę na jednego z jej czworonożnych przyjaciół. Podczas gdy cała czwórka „niegodziwców” złożona niemocą walczyła o życie, Tula skulona w kąciku płakała nad losem kochanego zwierzęcia, które kiedyś głaskała i z którym tak wiele razy rozmawiała w oborze. Nikt, oczywiście, nie wiązał jej rozpaczy z chorobą parobków, ale przykro było patrzeć na udręki dziewczynki. Kiedy więc następnym razem zbliżał się czas uboju, Gunilla, by oszczędzić córeczce cierpień, na ten okres przeniosła się do domu, do swojej małej zagrody.
Wszyscy uważali miłość do zwierząt za bardzo piękną cechę Tuli.
Dziadek Arv powinien był wykazać więcej czujności pod tym względem. Miłość do zwierząt była charakterystyczna dla wszystkich członków rodu Ludzi Lodu, ale u dotkniętych rozkwitała z niespotykaną siłą. Arv jednak nie dostrzegał żadnej wady u swej ukochanej wnuczki.
Pozostawały jeszcze nieszczęsne wyjazdy do kościoła…
Jednym z niezłomnych postanowień Tuli było, że przed nikim nie zdradzi swoich osobliwych talentów. Założyła sobie, że będzie grzeczną i dobrą dziewczynką, co da jej większą swobodę, pozwoli na prowadzenie działań na własną rękę, a jednocześnie nie wzbudzi niczyich podejrzeń.
Każdej niedzieli rodzina wyprawiała się do kościoła w Bergunda i ona, oczywiście, musiała jechać ze wszystkimi. Kilka razy udało jej się wymówić gorączką lub złym samopoczuciem, ale miała świadomość, że nie jest to sposób na dłużej. Była dość inteligentna, by to pojąć. Musiała jakoś wytrzymać.
