Dla osoby z Ludzi Lodu tak obciążonej złym dziedzictwem jak ona już samo przestąpienie progu kościoła stanowiło czysty koszmar, a późniejsze siedzenie godzinami i wysłuchiwanie tego, co określała jako brednie – wprost nie do zniesienia. Ponieważ w jej żyłach płynęła niczym nie hamowana zła krew, musiała w jakiś sposób zrekompensować sobie cierpienia, zbudować mur, odgradzający ją od dobrych słów pastora. Co prawda pastor nie używał ich zbyt wielu. Uważał, że parafianie przez cały czas powinni być świadomi swego grzechu, od którego wybawić ich mogła tylko pokorna modlitwa. Kiedy grzmiał o siarce i ogniu piekielnym, Tula świetnie się bawiła. Zwykle jednak siedziała, mocno zaciskając dłonie, i w duchu układała długie wiązanki przekleństw.

Spojrzenie pastora często spoczywało na dziecku o pięknych, złotych włosach.

Czy to anioł zstąpił tu do nas na ziemię? myślał. Jakże gorąco się modli! Po prostu całym sercem! Dłonie składa tak mocno, aż bieleją jej kostki, a z twarzy bije uduchowienie i wiara.

Do czorta, do czorta, do czorta, myślała w tym czasie Tula, zaciskając zęby i omal nie doprowadzając się tym do szczękościsku. Mocno ściągała brwi nad mrocznymi i gniewnymi oczyma.

Boża owieczka, myślał pastor.

A mała owieczka życzyła sobie właśnie w tej chwili, by diabli wzięli pastora i wszystkie jego nauki. Cholerny, przeklęty, diabelski stary dziadu! powtarzała w myślach. Niech czarci porwą ciebie i to twoje przeklęte gadanie! Po czym dodała jeszcze kilka mocniejszych wyrażeń, których nauczyła się od parobków, zaczepiających przechodzące dziewki.

Tulę w kościele oblewał zimny pot, dręczyły mdłości. Gdyby nie mogła odreagować tego na swój niecodzienny, być może, sposób, musiałaby z krzykiem opuścić świątynię, czym ani chybi wywołałaby skandal. Naturalnie nie ośmieliła się rzucić uroku na pastora i sprawić, by zapadł się pod ziemię, jej przekleństwa nie były zaklęciami, lecz pustymi słowami, dzięki którym mogła poczuć się lepiej.



13 из 190