
Wszystkie dzieci przesiadywały razem w zacisznym kącie w stodole, szepcząc sobie rozmaite tajemnice. Eskil był nie kwestionowanym wodzem, a od jego opinii i propozycji aż kręciło się w głowie. Tula nie zawsze wiedziała, czy chłopiec mówi poważnie, jak na przykład wtedy, gdy rzucił pomysł, by podpalić damski ustęp. Ale pamiętała, że ona musi postępować ostrożnie i nie robić niczego, co ujawniłoby jej ukryte talenty.
Na konfirmację Anny Marii przyjechał bowiem ktoś kogo się obawiała: ojciec Eskila, Heike Lind z Ludzi Lodu.
Ach, jakże podziwiała Heikego! Jak bardzo chciała podejść do niego i powiedzieć: „Ty i ja jesteśmy jak dwa łokcie tkaniny odcięte z tej samej beli”. Instynkt jednak podpowiadał jej, że nie powinna tego robić. Nie mogła pozwolić sobie na zdradzenie swej tajemnicy, jeszcze nie. Cieszyła się o wiele większą swobodą, dopóki wszyscy traktowali ją jak „wesołe boże jagniątko”.
Dlatego właśnie unikała patrzenia wujowi Heikemu prosto w oczy. Nie zwracała tym oczywiście niczyjej uwagi, bo kiedy przybierała swą najweselszą, najbardziej niewinną minkę, bezczelnie patrzyła w oczy Heikemu, a on, niczego nie podejrzewając, odwzajemniał jej uśmiech. Ale kiedy w głowie lęgła jej się kolejna psota… Wówczas nie śmiała nawet zerknąć w jego stronę, wiedziała bowiem, że natychmiast by się zorientował, co kryje się w jej spojrzeniu.
Miała przy tym to szczęście, że w jej oczach nie było ani jednej żółtej plamki. Tęczówki nie lśniły odcieniem żółtego, nawet kiedy rzucała zaklęcia na innych ludzi. Tula znała jednak historię Solvego, słyszała o tym, jak zmieniła się z czasem barwa jego oczu, i dlatego bała się ryzykować.
Na Skenas Tula sprawowała się przykładnie, bez zarzutu.
Kiedy jednak znaleźli się nareszcie w drodze do domu, odetchnęła głęboko. Z ulgą, ale i z pewnym żalem.
Wspaniale było mieć kogoś takiego jak Eskil. Kiedy psociła, myślała zwykle: Co by Eskil na to powiedział? Na pewno stwierdziłby, że postąpiłam odważnie.
