Parobka zwano Olle-Drań i już samo to przezwisko powinno wzbudzić czujność. Przybył do Bergqvara z jednego tylko powodu. Przywiodła go żądza zemsty wobec łajdaka, który ośmielił się skazać i jego, i jego kompanów na więzienie. Większość rzezimieszków z dawnej bandy wymarła, ale on żył nadal i knuł zemstę.

Olle-Drań nie był zachwycony faktem, że Posse tak rzadko bywa w domu. Do diabła, zbyt wiele czasu spędzał w Sztokholmie, gdzie zasiadał w parlamencie i cieszył się ogólnym szacunkiem. Doprawdy, wcale nie wiadomo, dlaczego!

Ale nareszcie przebywał w domu…

Była późna wiosna, dziedzic obchodził majątek.

Teraz albo nigdy, pomyślał Olle.

Miał strzelbę skradzioną pewnemu żołnierzowi, którego musiał uciszyć na zawsze. Nie mógł postąpić inaczej, potrzebował także amunicji, a żołnierz za nic nie chciał oddać jej dobrowolnie.

Jak był taki głupi, to sam sobie mógł tylko za to dziękować, zarechotał w duchu Olle-Drań.

Teraz strzelba leżała ukryta w stodole.

Olle rozejrzał się dokoła chytrymi oczami. Nikogo nie ma w pobliżu. Tylko ta dziewuszka od pisarza, ta, którą nazywają aniołkiem.

Choć Olle-Drań parsknął pogardliwie, musiał przyznać ludziom rację. Nigdy jeszcze nie widział ładniejszego dzieciaka. Nie był to wcale delikatny elf, o nie, lecz mały, pyzaty promyk słońca. Takie dziecko spotkać można zaledwie raz w życiu.

Bawiła się na ścieżce w ogrodzie. Ułożyła na ziemi jakiś wzór z patyczków i kamyków i skakała wokół nich. Była bardzo zajęta, nawet nie podniosła głowy, gdy przekradał się przez ogrodzone pastwisko do stodoły.

No, nareszcie dotarł na górę. Strzelba…? Jest, jest na miejscu, to dobra kryjówka! Olle-Drań ładował ją starannie, bez pośpiechu. Miał dużo czasu. Dziedzic musiał najpierw obejrzeć oborę. Następnie rozstawał się z eskortą i sam wychodził na pola; Olle-Drań znał już rutynowy rozkład zajęć dziedzica. Pan Posse był myślicielem, uwielbiał spacerować samotnie w te nieliczne dni, kiedy mógł być w domu.



3 из 190