
Właściwie Tula nie mieszkała na dworze bergqvara. Rodzice jej mieli własną zagrodę, która rozrastała się z powodzeniem, bo ojciec Erland był dobrym żołnierzem i udało mu się awansować. Często jednak przebywał na służbie, a wtedy Gunilla zwykle przenosiła się do swego ojca, Arva Gripa, pisarza dworskiego. Uważała, że tak jest bezpieczniej, i dla niej, i dla Tuli. Ale tak naprawdę, właściwy powód jej pobytów w domu ojca był zupełnie inny. Gunilla bardzo niepokoiła się o swego ukochanego tatę, starego Arva. Obawiała się, że coś mu się stanie, jeszcze, nie daj Bóg, zachoruje? Chciała być blisko niego. Jej niepokój był zupełnie nieuzasadniony, Arv nie był wszak ani taki stary, ani chorowity. Miał pięćdziesiąt siedem lat, a dla mężczyzny z Ludzi Lodu to żaden wiek. Gunilla jednak nie mogła tego zrozumieć, a Arv bardzo się cieszył, że może mieć córkę i wnuczkę tak blisko siebie. Zdołał wreszcie przekonać Siri z Młyńskiego Potoku, by zgodziła się go poślubić, lecz ona nadal cierpiała z powodu następstw strasznych lat spędzonych w Diabelskim Jarze. Szczególnie więc mała Tula była jak promyk słońca rozjaśniający życie Arva i jego dwu zranionych na duszy kobiet, Siri i Gunilli.
Natomiast Olle-Drań życzył temu małemu promykowi słońca i całej jej rodzinie wszystkiego co najgorsze.
Ale pewnego dnia on zwycięży! Rodzina pisarza właściwie go nie obchodziła, była nieistotna. Zniszczyć miał przecież ród Posse. Teraz skupił się na młodziutkim Arvidzie Mauritzu.
O dziwo, nie przyszło mu do głowy, by najpierw usunąć z drogi Tulę, a o tym właśnie powinien był pomyśleć. Jednakże jego prymitywny umysł wytyczył sobie jeden tylko cel – cały czas z maniakalnym uporem szukał sposobu, jak zniszczyć tego, kto wtrącił go do więzienia: sędziego Possego. A plan, by uderzyć w jednego z jego synów, był wprost genialny, tak przynajmniej uważał sam Olle.
Okazja nadarzyła się pewnego dnia, kiedy młodziutki chłopak, trzynastolatek, został sam w domu na dworze. Tula, ta smarkata, która zawsze przynosiła Ollemu nieszczęście, pojawiając się w krytycznych momentach, była teraz u matki, jadła obiad. Z jej strony nic mu więc nie zagrażało. Wspaniale!
