
W świetle tej teorii gałąź Z-2 miałaby wyrosnąć na krótko przed kataklizmem. A może właśnie kataklizm był jej prapoczątkiem?
Duże wrażenie wywarła ostatnio w kołach naukowych hipoteza prof. Arnolda Lewisa (Arnold Lewis Teoria kataklizmów raz jeszcze, Enderberg 2030). Ów znakomity erudyta, opierając się na analizie odbić pozagalaktycznych, twierdzi, że Z-2 jest to nasz Świat z niedalekiej przyszłości rzucony wstecz wielkim termonuklearnym kataklizmem, o którym pamięć została utrwalona w mitach o Dobie Ognia i Kamieni.
Czy Z-2 również żegluje ku zgubie, aby zapoczątkować jakiś Z-3? A może wszystkie światy poruszające się po spiralach egzystują obok siebie i mamy gdzieś poniżej niezbadany Z minus l, minus 2… A naprawdę żadnego z nich nie ma?
Problem pozostawiam otwarty. Podobnie jak pytanie, kto ma rację? Albowiem racja zawsze leży pośrodku, chyba że środek ukradną (Z brulionów filozoficznych św. Limeryka, Pisma wybrane i poprawione, tom XI, s. 435, wiersz 11, Starogród 2012).
prof. HSP Koln, London, Vancouver
Czwarte Życzenie
Posłuchajcie o Rotasie, synu Radeusa, wnuku herosów i prawnuku bogów. Posłuchajcie, struchlali, o jego świetności i upadku, biorąc dla siebie naukę i przestrogę, albowiem nic w życiu nie dzieje się bez powodu, a jak się już dzieje, to powód też się znajdzie (z listu św. Limeryka do Maranijczyków, Pisma wybrane i poprawione, t. VII, s. 221 u góry, Starogród 2012).
Dawno, dawno temu albo nawet jeszcze wcześniej, kiedy Stare Państwo Amirandzkie stało u szczytu świetności i ni człowiek, ni półbóg nawet nie śmiał naruszać jego świętych porządków (cali bogowie mieli w owych czasach całkiem inne zajęcia), nad żyznym i szczęśliwym królestwem w kształcie trapezu panował sobie (i innym) król Rotas. Mężczyzna piękny, choć niski, tęgawy i z lekka powłóczący nogą. Atoli w monarchiach dziedzicznych, gdzie pomazańców kreują palce bogów, elekcja nie jest konkursem piękności.
