
— Dobrze. Jestem pewna, że coś wymyślisz.
Niełatwo jednak nakłonić operujący w próżni statek do wejścia w atmosferę, nawet jeśli chodziło o górne warstwy gazowego giganta, a statek był tak bogato wyposażony i opływowy jak „Burzyk”. W najlepszym wypadku statek wyjdzie z tego z poważnie uszkodzonym kadłubem, ale jakoś dobrnie do Pasa Złomu; w najgorszym wypadku nigdy więcej nie zobaczy otwartego kosmosu.
I Antoinette też już kosmosu nie zobaczy.
Jest przynajmniej jedna poociecha, pomyślała. Jeśli rozwalę statek, nie będę musiała przekazywać złych wiadomości Xavierowi.
Dzięki Pannie i za to.
Z panelu dobiegł stłumiony sygnał.
— Bestio?… Czy to jest to, co podejrzewam?
— Bardzo możliwe, panienko. Kontakt radarowy, odległość osiemnaście tysięcy klików, trzy stopnie od naszego kursu, dwa stopnie od północy ekliptycznej.
— Cholera! Jesteś pewien, że to nie latarnia albo platforma zbrojeniowa?
— Za duże, panienko.
Nie musiała specjalnie główkować, żeby zrozumieć, co to znaczy. Na drodze między jej statkiem a gazowym gigantem znajdował się inny statek, blisko atmosfery planety.
— Co o nim wiesz?
— Poruszają się powoli, panienko, prosto w atmosferę. Planują chyba podobny manewr, jaki ty chcesz przeprowadzić, ale poruszają się kilka klików na sekundę szybciej i wejdą pod większym kątem.
— Czy to wygląda na zombi? — powiedziała szybko, mając nadzieję, że jest inaczej.
— Nie ma sensu spekulować, panienko. Właśnie skierowali na nas wąski promień. Protokół wiadomości jest rzeczywiście demarchistowski.
— Dlaczego, do cholery, mieliby się trudzić i przesyłać nam wiadomość wąskim promieniem?
— Uprzejmie się sugeruje, żebyś to wyjaśniła.
Wąski promień był niepotrzebnie pracochłonnym środkiem komunikacji, skoro statki znajdowały się tak blisko. Wystarczyłby prosty przekaz radiowy i statek zombi nie musiałby precyzyjnie kierować lasera na znajdującego się w ruchu „Burzyka”.
