
- A co mi chciałeś pokazać? - spytała, zwodniczo obojętnym tonem. - Może minuta wystarczy?
- Minuta?! - poderwał się Sławek.
Wizyty w muzeum znudziły się Lidce już w drugiej klasie. Zakurzone eksponaty znała niemal na pamięć - oczywiście tylko tę ich część, którą wystawiono dla zwiedzających. Uczniowie mówili, że w zamkniętej części muzeum, do której wstęp mieli tylko nauczyciele i absolwenci, od trzech już lat znajdowała się mumia: - okopcony trup człowieka, który swego czasu nie zdążył dobiec do Wrót; ciała nieszczęśników zwykle zamieniają się w popiół, ale archeologom (albo zwykłym budowlańcom) zdarza się niekiedy znaleźć w jakiejś piwnicy takie właśnie okopcone ciała. I tylko archeolog potrafi orzec, czy taki człowiek żył przed dziesięcioma cyklami, czy znać go mogli jeszcze w zeszłym cyklu twoi rodzice...
Lidka nie lubiła takich myśli i nawet się ich bała.
- Poczekaj, Zarudny.
Weszła do składziku. Wzięła trzy kawałki kredy - czerwoną, niebieską i białą. Zawinęła je w papier - nie znosiła zapachu kredy na palcach; dlatego też nie lubiła odpowiedzi przy tablicy.
Sławek czekał przy wejściu do muzeum.
- Posłuchaj. Chucherko, wejdź choć na minutkę...
Lidka przystanęła. Zważywszy w dłoni kredę, doszła do wniosku, że jeżeli zatrzyma się na chwilkę w muzeum, a potem pogna po schodach jak wicher, to zdąży do klasy w tym samym czasie, w jakim dotarłaby do gabinetu O.C, idąc równym krokiem.
Sławek cofnął się w głąb, zapraszając Lidkę, by weszła. Gdy dziewczyna przekroczyła próg, Sławek natychmiast zamknął drzwi na klucz.
- Czemu to robisz? - zdziwiła się Lidka.
- Wicedyrzyca do spraw technicznych wścieka się, kiedy są otwarte. Takie tu panują porządki...
Lidka postawiła teczkę i położyła zwitek z kawałkami kredy na wierzchu.
