
- Dureń...
Wyrwawszy się, odstąpiła o krok i usiadła na włochatym dywanie. Byłaby sobie potłukła pupę, gdyby Sławek w porę jej nie chwycił.
- Dureń jesteś, Zarudny! Odbiło ci, czy co?
- Chucherko... - stęknął Sławek żałośnie. - Zdążysz jeszcze na tę swoją matematykę...
Ręce miał jak dorosły - żylaste, twarde i jednocześnie piękne, o długich palcach. Sławek skończył szkołę muzyczną.
- Co ty się tak na mnie gapisz, jakbym była kotką?
- A jak mam się gapić, Chucherko?
- Nijak... Puść...
Nie pozwolił jej wstać. Przeciwnie, zwalił się na nią i znów się zabrał do całowania. Lidka postanowiła, że minutkę pocierpi - kiedyś przecież mu się znudzi i przestanie?! A na przyszłość trzeba będzie uważać - Zarudny jest bałwanem...
Ale Sławek wcale nie zamierzał przestawać. Przeciwnie - wsunął Lidce dłoń pod spódniczkę, a na to nie mogła pozwolić w żadnym wypadku.
- Odbiło ci?! Jak się zaraz rozedrę...
- Czemu byś miała się drzeć? Co się wygłupiasz?
- Puszczaj!
- No przestań...
- Puszczaj, mówię!
Wciąż jeszcze miała nadzieję na to, że chłopak w końcu się opamięta i na razie nie szarpała się z całej siły. Wrzeszczeć też nie chciała, a potem nagle okazało się, że Sławek zamknął jej usta swoją gębą i trudne stało się nie tylko wydawanie dźwięków, ale nawet oddychanie. A gdy zaczął z niej zdzierać rajstopy i stało się jasne, że to nie przelewki, Lidce nagle zabrakło sił. Wyrywała się teraz ledwo ledwo i Sławek z pewnością doszedł do wniosku, że dziewczyna sprzeciwia się tylko dla zachowania pozorów.
- Pusz...czaj, bałwanie!
I wtedy rozległo się pukanie do drzwi.
Nowa trwoga dodała Lidce sił. Udało jej się wyrwać. Na czworakach odpełzła na bok, wciągnęła rajstopy i gorączkowo zaczęła poprawiać spódniczkę. Bolały ją i piekły wargi - wydało jej się, że ma rozerwane usta, od ucha do ucha, jak cyrkowy klown.
