- Dziewiątego czerwca... już niedługo! Tak będzie ze wszystkimi!

Poruszona niespodziewanym oświadczeniem publika zaszumiała, ale wydmuchiwacz szkła już umilkł. W jego dłoniach pojawił się przedmiot, który Lidka widywała na tysiącu rozkładanych straganów, w setkach sklepików i u ulicznych sprzedawców. Tania zapalniczka; Lidka nie zdążyła nawet westchnąć. Pośrodku studia nagle rozgorzała żywa pochodnia.

- A-a-a!

Wyjąc i skacząc, ogarnięty płomieniami wydmuchiwacz szkła stoczył się ze swojej platformy. Widzowie zerwali się z miejsc, przewracając stołki.

- Opróżnić studio!

- Pożar! Pali się!

- Na pomoc!

- Ratunku!

- Wyłączyć kamery!

Operatorzy ani myśleli o tym, żeby przerwać transmisję obrazu - przeciwnie, wszystkie kamery skierowały swe żądne sensacji obiektywy na ogarniętego płomieniami człowieka. Dźwięku też nie wyłączono w porę i Lidce wydało się, że przez trzask i huk płomieni wciąż jeszcze słyszy te same słowa - „dziewiąty czerwca” i „śmierć”.

Wspaniały, będący nagrodą samochód stracił jeden z reflektorów, wybity przez walący się nań żelazny stojak. Przed wyjściem ze studia zrobił się zator. Laserowe czapeczki wskaźniki padały na podłogę i gasły deptane obcasami. Żywa pochodnia toczyła się przez studio, przewracając statywy i stoły, uderzając w monitory, z których każdy pokazywał ten sam obraz - człowieka w ogniu.

Przez tłum przedarli się ludzie w uniformach, z gaśnicami w rękach. W tańczącą pochodnię jednocześnie z kilku stron uderzyły wąskie strumienie piany.

„Dziewiątego czerwca...” po raz ostatni usłyszała - a może tylko jej się tak wydało - Lidka.

Ekran powlókł się czernią. Zaraz potem zastąpił ją urywek jakiejś reklamy, a potem matka, której udało się wreszcie znaleźć pilota, wyłączyła transmisję.

Na pewien czas w pokoju zapadła cisza.



5 из 457