
- Ale numer! - odezwał się brat, który - jak się okazało - cały czas stał za oparciem krzesła Lidki.
- A co tam? - sennym głosem zapytała z kuchni siostra.
- No, Janka, ale widowisko straciłaś...
- Spać! - odezwała się mama takim tonem, że Timur umilkł, jakby go zamurowało.
Podniesiony głos mamy jakby zerwał w głowie Lidki jakąś napiętą sprężynę - i dziewczyna wybuchła płaczem.
Przez własne łkania słyszała, jak papa sypał przekleństwami, zawodziła Jana, mama namawiała wszystkich do zachowania spokoju; Lidce podsunięto pod nos watę nasączoną jakimś paskudnie pachnącym płynem, potem dano jej do wypicia jakieś krople, a na koniec dostała kilka razy w twarz. Mięśnie brzucha bolały ją od spazmów; dziewiąty czerwca, skaczący w ogniu człowiek, dziewiąty czerwca...
Potem Lidka długo leżała w pościeli, nie wypuszczając z ręki maminej dłoni i słyszała, jak w sąsiednim pokoju ojciec grzmi, że wyrzuci „tę skrzynkę” przez okno. A potem wreszcie przyszedł sen, głęboki, czarny i bez przywidzeń.
W środku nocy całą rodzinę wyrwał ze snu jej krzyk.
Rozdział 1
Historyk Michaił Feoktistowicz miał osobliwą manierę prowadzania zajęć. Wykładał spokojnym i obojętnym tonem i nagle, ni z tego, ni z owego sprężał się, podnosił głos i zaczynał wykrzykiwać zdania ostrym, prawie gniewnym tonem. „Jakby mu ktoś nadepnął na ogon” - mówiła Jana, siostra Lidki. Lidka także wyobrażała sobie, że za katedrą, skryty przed ludzkim wzrokiem, leży ogon wykładowcy - długi i żebrowany, jak wąż odkurzacza. A gdy czyjaś okrutna stopa nań następuje, przemądrzały Feo wytrzeszcza oczy.
- Władza Rady Tymczasowej skończyła się w nocy z drugiego na trzeciego grudnia! Aresztowano stu dwudziestu ludzi, których prawdopodobnie natychmiast rozstrzelano! Jednocześnie masowe represje...
Lidka rysowała człowieczka. Jednego za drugim - od początku wykładu pojawiło się ich już dziewięciu. Mogłoby być ich więcej, ale Lidka bardzo starannie rysowała wszelkie szczegóły - buty na nogach i nawet sznurówki.
