Siódmego listopada. Siódmego. Środa. Do dziewiątego czerwca, który także przypadnie w środę, zostało równo osiem miesięcy.

Osiem. Po skórze przebiegły jej ciarki. Wczoraj wieczorem w kuchni dudniły przyciszone głosy obojga rodziców, którzy myśleli, że Lidka ich nie słyszy. „Pozwolić dzieciom na oglądanie telewizji po dziesiątej... Nawet w sobotę... To niedopuszczalne! Twój liberalizm... Dziesiąta i do łóżek! Koniec dyskusji!”

Ostatnio marna częściej niż zwykle okazywała zły humor. We wczorajszych „wiadomościach” był wielki artykuł. Sobotnie widowisko rozrywkowe „Pępek Świata” z wielkim hukiem wyleciało z programu.

Do dzwonka piętnaście minut. Właściwie już tylko czternaście.

Siedzący z Lidką w jednej ławce Igor Rysiuk podniósł rękę.

- Michaile Feoktistowiczu, można zadać pytanie?

Igora od czasu do czasu napadała chętka na odgrywanie wielkiego mądrali; Lidka nisko nachyliwszy się nad ławką, rysowała ludzikowi marynarkę.

Nauczyciel zmarszczył brwi.

- Pytania, Igorze, można zadawać wtedy, gdy poproszę o ich zadawanie... A więc, początek kataklizmu zbiegł się w czasie z proklamacją Imperium. Klęski żywiołowe doprowadziły do tego, że będące dotąd jedną całością państwo, rozpadło się na mnóstwo oddzielnych i zamkniętych w istocie społeczności... - w tym momencie Feo znów się spiął, jakby mu ktoś nastąpił na ogon. - Imperium upadło samo z siebie! Był to jeden z ostatnich i najcięższych jego kryzysów...

- Rysować na lekcji nie wolno - szepnął Igor do Lidki. - Szukał cię Sławek Zarudny.

- Po co? - zapytała Lidka, niejako automatycznie.

Igor wzniósł oczy ku niebu:

- Miłość!

- Idiota! - bywało, że Lidka czuła do Rysiuka prawdziwą odrazę.



7 из 457