– Nieżywa.

– Jezus Mario! – jęknęła Martusia ze zgrozą. – I myśmy tam stały nad trupem i rozważały… Cośmy właściwie rozważały?

– Nie mam pojęcia. A, nie, wiem! O tych alarmach. I kto ma jeszcze dziś przyjechać…

– Boże jedyny, może ona właśnie przez ten czas umarła?! Co za świnie jesteśmy!

Zdenerwowałam się trochę.

– Nie strasz mnie! Nie mogła tak umrzeć akurat w tamtej chwili, na naszych oczach!

Nieruchomo leżała, ani drgnęła!

Komisarz zlitował się nad nami.

– Umarła wcześniej. Lekarz stwierdzi dokładnie, ale chyba z godzinę temu, a może i więcej. Od kiedy tam leżała, panie wiedzą?

– Nie – odparłam ponuro.

– Jak wyjeżdżałam, jeszcze nie leżała – stwierdziła Martusia energicznie.

– Rozejrzałam się, patrzyłam, gdzie równiej, żeby wykręcić…

– O której to było?

– Jedenasta dwadzieścia – powiedziałam. – Umówiona byłaś na dwunastą i mówiłam, że jedziesz za wcześnie!

– No i byłam za wcześnie, ale na dobre mi wyszło…

– A pani jej nie widziała? – zwrócił się komisarz do mnie.

– Nie wychodziłam za furtkę, a od środka nie widać, bo wierzba zasłania. W ogóle siedziałam w środku domu, przy komputerze, i tylko czasem robiłam coś w kuchni. Ale, zaraz! Tu się plątały różne osoby! Z kuchni widziałam, chodził facet i roznosił jakieś reklamy, pewnie mam w skrzynce listowej, poza tym był pan Ryszard, przyniósł mi pieczywko i żarcie dla kotów, poza tym ktoś latał dookoła domu sąsiada, tu obok, z prawej strony. Więcej nie wiem, nie zwracałam uwagi.

– To niech pani sobie na razie przypomni i najlepiej zapisze, kiedy i kogo pani widziała. Ja później sporządzę protokół. Niedługo, za jakieś pół godziny…

Dopiero kiedy poszedł, przyszło nam na myśl, że nawet nie spytałyśmy, na co facetka umarła. Na galopujący zawał? Otruła się, przyszła popełnić samobójstwo akurat pod moim śmietnikiem? Zabił ją ktoś…? Nie dowiedziałyśmy się także, kim była!



7 из 221