
Poszedł z Ulvarem do pokoju.
Kiedy usłyszał, że któraś z kobiet mówi:
Pani Lie jest na probostwie. Przyjechała w odwiedziny do Pastorowej. Tak, no właśnie, to była właścicielka Elistrand. Teraz jest wdową. Już wie, co się stało, i podobno tu idzie.
Babcia? Henningowi poczerwieniały uszy. „Czcij ojca swego i matkę swoją”, napisano w Biblii. Ale nie ma tam nic o babciach. Na szczęście. Bo on nigdy nie lubił tej babci, która zawsze tak źle odnosiła się do ukochanej mamy Henninga a swojej córki, Belindy, i nienawidziła Viljara, bo nie potrafił utrzymać Grastensholm. Kiedy utracili duży dwór, babcia odepchnęła ich od siebie, nie chciała mieć z nimi do czynienia. Nigdy im w niczym nie pomogła, umiała tylko żądać.
Henning bał się tej babci. Paraliżowała jego wolę.
Kobiety sprzeczały się teraz, kto się najlepiej nadaje do tego, by zająć się ślicznym Markiem. Nikt już nie słuchał nieśmiałych protestów Henninga, że nie wolno rozdzielać braci. Czuły się niebywale ofiarne i miłosierne, bo uwolniły go od odpowiedzialności za jednego z chłopców.
W tej chwili do domu wkroczyła pani Lie. Stanęła w progu wypełniając swoją godną osobą prawie całe drzwi. Wyglądała jak flagowy okręt w pełnej gali.
– Henning, mój wnuku – odezwała się głębokim basem. – Cóż to ja słyszę na temat twoich rodziców? Naprawdę się potopili?
Chłopiec zrobił się upiornie blady.
– Nie, nie, tylko się trochę spóźniają.
– To właśnie podobne do tego twojego nieodpowiedzialnego ojca, żeby zabierać moją córkę w taką niebezpieczną podróż! A teraz zostałeś sam, dziecko drogie! Ale, naturalnie, przeprowadzisz się do nas. I, jak słyszę, masz tu dwoje malutkich dzieci. Bliźnięta Sagi. O, drogie dziecko, przez co ty musiałeś przejść! I podobno jedno z bliźniąt jest dotknięte! Tak, tak, zawsze to powtarzałam, moja córka w żadnym razie nie powinna była wychodzić za mąż za jednego z tych okropnych Ludzi Lodu…
