
– Ja też wymyśliłam coś bardzo pięknego i chciałam, żeby właśnie babcia to usłyszała.
– No to słucham cię.
Jaka to się robi ładna dziewczynka, stwierdziła przy tym. Za jakiś czas unieszczęśliwi wiele chłopięcych serc.
Taran wyrecytowała głosem łamiącym się z dumy:
– Najbliższa kuzynka szczęścia ma na imię ulga.
Theresa odczekała chwilę, by słowa przebrzmiały. „Najbliższa kuzynka szczęścia ma na imię ulga…”
– Cudownie, Taran! Naprawdę ulga to najintensywniejsza forma szczęścia.
– Tak! – potwierdziła Taran z promiennym wzrokiem. – Bo przecież byliście wszyscy tacy szczęśliwi, kiedy my z Dolgiem i z Villemannem wróciliśmy z tej naszej strasznej wyprawy.
Wszyscy troje wiedzieli, że teraz dziewczynka trochę przesadza. Tylko Dolg w czasie tej wyprawy przeżywał straszne chwile. Reszta spała spokojnie przez całą noc.
– Masz rację – przyznała jednak Theresa. – A pomyślcie, jakiej ulgi wszyscy doznamy, kiedy tata i mama, i Erling znowu będą w domu!
Och, cóż za głupstwa wygaduję, skarciła się w myśli. Nie powinnam przypominać malcom o nieszczęściu rodziców. Dodała więc pospiesznie:
– A poza tym istnieje wiele różnych form ulgi, przeżywamy to niemal codziennie. Na przykład, kiedy znajdziemy rzecz, której nam bardzo brakowało. Albo wykonamy bardzo trudne zadanie.
– Albo jak się w końcu dotrze do toalety, kiedy się, człowiekowi bardzo chce – palnął Villemann.
– Villemann! – pisnęła Taran oburzona. – Czy ty zawsze wszystko musisz popsuć?
Theresa nie chciała zawstydzać chłopca.
– To przecież naprawdę tak jest, Villemann. Widzieliście wielokrotnie Nera, kiedy zrobił, co trzeba. Biega wtedy w kółko jak szalony, że mu nareszcie ulżyło.
– No, ja mówię wtedy, że on tańczy wielki taniec zwycięstwa! – zawołał Villemann. I zaraz spoważniał. – Och, babciu, jak ja okropnie tęsknię za Nerem.
– Ja też – potwierdziła Taran. – A za mamą i tatą je – bardziej. Czy nie moglibyśmy spróbować ich odnaleźć?
