
— Mam rozumieć, że jechał pan tu przez całą Rosję tylko po to, żeby znowu mówić o tych głupstwach? — powiedział Wadim przez zęby.
— Już wtedy uprzedziłem pana, że nasza rozmowa jest bardzo poważna. Pan potraktował ją niepoważnie, ale to już pański problem. Są ludzie, którzy całej tej sprawy nie traktują jak głupstwo…
— Niesłusznie. Przecież już wszystko wyraźnie powiedziałem…
— Stop. W ten sposób do niczego nie dojdziemy — rzekł człowiek w szarym garniturze z wyraźnym żalem. Miał dziwne imię i imię odojcowskie: Erast Bonifatjewicz. Zresztą skąd pewność, że naprawdę się tak nazywa? — Spróbujmy zacząć od początku — zaproponował Erast Bonifatjewicz.
— O Boże! — Wadim demonstracyjnie przymknął oczy.
— Nie „o Boże”, tylko niech pan odpowiada na pytania. Przecież pan wie?
— Załóżmy, że wiem.
— O nie, mój drogi! Żadnych „załóżmy”. Wie pan czy nie? No, przecież wie pan!
— Wiem — przyznał Wadim niechętnie. — Wybiorą Generała.
— Chwała Bogu! Przynajmniej w jednym punkcie doszliśmy do porozumienia…
— Do niczego nie doszliśmy. Przedtem również nie zaprzeczałem, że wiem…
— Otóż to! Właśnie o tym mówię, Wadimie Daniłowiczu! O tym mówię! A teraz pytanie numer dwa: skąd pan to wie?
— Tego nie potrafię wyjaśnić. A skąd pan wie, że „zima przeminie i nastanie lato”?
— „I podziękujmy partii za to!” Zły przykład. O tym wiedzą wszyscy.
— O tym, że zostanie wybrany Generał, też wiedzą wszyscy. Pan ma jakieś wątpliwości?
— I to bardzo poważne.
— Niesłusznie. Do drugiej tury przejdą Generał i Ziuziucznik. Zwycięży Generał. Jak dwa a dwa to cztery.
— A ja jestem pewien, że wybiorą Inteligenta.
