
— Tak? A czytuje pan czasem gazety? Orientuje się pan, jak Inteligent stoi w sondażach?
— Orientuję. Ale wybiorą Inteligenta i pan, Wadimie Daniłowiczu, się do tego przyczyni.
— Znowu to samo! Już poprzednim razem wyraźnie panu powiedziałem…
— Doskonale pamiętam, co powiedział mi pan poprzednim razem. A ja wyraźnie dałem panu do zrozumienia, że ta odpowiedź absolutnie nas nie satysfakcjonuje. Rozumie pan?
— Jakich „nas”?
— Jakby pan nie wiedział. NAS. Wielkimi literami. N-A-S. Doskonale pan to rozumie, proszą nie udawać idioty. Wszystko zostało panu powiedziane i to bardzo konkretnie.
— Nikt mi nic nie mówił — upierał się Wadim. — Jakiś Ajatollah… Co tu ma do rzeczy Ajatollah? Co Ajatollah ma z tym wspólnego?
— Niech pan przestanie udawać idiotę — powtórzył z naciskiem Erast Bonifatjewicz. — Ja nie żartuję.
Tymczasem wielkogłowy wyciągnął z kieszeni garść orzechów i zaczął je — jednego po drugim — zręcznie rozłupywać specjalnymi szczypczykami. Ziarenka wkładał do ust, skorupki rzucał w trawą. Wyglądało na to, że robi to automatycznie — przez cały czas nie odrywał
czujnego wzroku od Wadima. Nadal się uśmiechał, tylko teraz ten uśmiech był dziwnie blady, jak na niedoświetlonym zdjęciu.
— Wadimie Daniłowiczu, niechże pan nie milczy — rzekł Erast Bonifatjewicz. — Po raz kolejny przypominam i wyjaśniam, jeśli faktycznie pan nie zrozumiał: to poważna rozmowa. Bardzo poważna, więc lepiej niech pan odpowiada.
Wadim rozlepił suche wargi.
— Naprawdę wierzy pan, że mogą kształtować przyszłość?
— Nie wierzę — powiedział dobitnie Erast Bonifatjewicz. — Wiem.
— Ale przecież to bzdura — powiedział bezradnie Wadim. — Bzdura!
— Bynajmniej. Doskonale wiemy, że nie tylko widzi pan przyszłość, ale również umie ją, jak sam się pan wyraził, kształtować.
Wiemy o tym z bardzo pewnych źródeł. Bardzo pewnych, Wadimie Daniłowiczu!
