Najgorszych problemów przysporzył temu człowiekowi, którego najbardziej chciał zadowolić — swojemu opiekunowi, Lordowi Lytolowi. Gdyby Jaxom choć przez moment zastanowił. się, zanim skoczył na gorące piaski Wylęgarni Bendenu, by pomóc białemu smoczkowi rozbić twardą skorupę, zdałby sobie sprawę, ile udręki sprowadzą na Lorda Lytola ciągłe wspomnienia tego, co utracił ze śmiercią swego brązowego Lartha. Nie miało to żadnego znaczenia, że Larth umarł na wiele Obrotów przed narodzinami Jaxoma w Warowni Ruatha, tragedia ta w pamięci Lytola była żywa, okrutnie świeża, tak przynajmniej wszyscy mówili. A jeżeli tak było, zastanawiał się często Jaxom, to, czemu Lytol nie zaprotestował, kiedy Przywódcy Weyrów i Lordowie Warowni zgodzili się, że jego podopieczny musi spróbować wychować małego smoka w Ruatha?

Podnosząc wzrok na wzgórza ogniowe, Jaxom zauważył, że spiżowy, Lioth N’tona siedzi nos w nos z Wilthem, starszawym, brązowym smokiem — wartownikiem. Ciekaw był, o czym te dwa smoki rozmawiają. O jego Ruthu? O dzisiejszej próbie? Zauważył jaszczurki ogniste, maleńkich kuzynów dużych smoków, zataczające leniwe spirale nad ich głowami. Mężczyźni pędzili intrusie i biegusy z głównych stajni na pastwiska, na północ od Warowni. Z szeregu niewielkich zabudowań stojących wzdłuż podjazdu na Wielki Dziedziniec i wzdłuż skraju głównej drogi na wschód, unosił się dym. Na lewo od podjazdu budowano nowe chaty, jako że wewnętrzne zakamarki Warowni Ruatha uznano za niebezpieczne.

— Ilu wychowanków ma Lytol w Warowni Ruatha, Jaxomie? — zapytał nagle N’ton.

— Wychowanków? Ani jednego, panie. — Jaxom zmarszczył brwi.

Chyba N’ton wiedział o tym.

— A czemu nie? Musisz zapoznać się z innymi ludźmi twojej rangi.

— Och, ja często towarzyszę Lordowi Lytolowi do innych Warowni.

— Dobrze by było, żebyś tu miał kolegów w swoim wieku.



4 из 452