Wtedy kapral Tyłeczek zauważyła, że gołębie w Ankh-Morpork — z powodu wielu stuleci tępienia przez miejską populację gargulców — są znacznie bardziej inteligentne od większości gołębi. Co prawda, zdaniem Vimesa, nie była to wielka sztuka, ponieważ istnieją rzeczy wyrastające na starym wilgotnym chlebie, które są bardziej inteligentne od większości gołębi.

Wyjął z kieszeni garść ziarna. Gołąb, posłuszny starannej tresurze, usiadł mu na ramieniu. Posłuszny wewnętrznym naciskom, wypróżnił się.

— Wiesz co? Musimy znaleźć coś lepszego — oświadczył Vimes, rozwijając karteczkę. — Za każdym razem, kiedy wysyłamy wiadomość do funkcjonariusza Rzygacza, on ją zjada.

— No, przecie jest gargulcem — przypomniał Detrytus. — Myśli, że przyleciał obiad.

— Och — mruknął Vimes. — Jego lordowska mość oczekuje mojego przybycia. Jak miło.


Lord Vetinari słuchał w skupieniu, ponieważ przekonał się, że pilne słuchanie zwykle zbija ludzi z tropu. A na spotkaniach takich jak dzisiejsze, kiedy gromadzili się przywódcy społeczności miasta, wsłuchiwał się w tym większym skupieniu. Gdyż to, co ludzie mówili, było tym, co chcieli, by usłyszał. Zwracał więc baczną uwagę na przerwy, chwile ciszy poza słowami. Tam kryło się to, o czym — mieli nadzieję — nic nie wie i woleliby, żeby tego nie odkrył.

W tej chwili zwracał uwagę na kwestie, których lord Downey z Gildii Skrytobójców jakoś nie poruszał w swej długiej opowieści o wysokim poziomie szkolenia w gildii i jej wartości dla miasta. W końcu zamilkł, uciszony agresywną koncentracją Patrycjusza.

— Dziękuję, lordzie Downey — powiedział Vetinari. — Jestem przekonany, że wiedząc to wszystko, będziemy spać o wiele mniej spokojnie. Jest tylko jeden drobiazg. O ile pamiętam, skrytobójcy nazywali się kiedyś asasynami, a słowo to pochodzi z klatchiańskiego?



11 из 328