
— A czyje są te mątwy, tato? — zainteresował się Les.
— Nasze!
— Jak to? Zanim je jeszcze złowiliśmy?
— Nie pyskuj, tylko wiosłuj!
— Łódź się nie rusza, tato. Utknęliśmy na czymś.
— Tu jest głębia na sto sążni, chłopcze! Na czym moglibyśmy utknąć?
Les usiłował odczepić wiosło od obiektu, który unosił się z wolna ponad spienioną wodą.
— Wygląda jak…jak kura, tato!
Spod wody rozległ się dźwięk. Brzmiał jak kołyszący się powoli dzwon czy gong.
— Kury nie pływają!
— Ona jest z żelaza, tato!
Twardziel przeszedł na rufę łodzi.
To rzeczywiście była kura. Żelazna kura. Pokrywały ją muszle i wodorosty; ociekała wodą, kiedy wznosiła się coraz wyżej, ku gwiazdom. Stała na grzędzie w kształcie krzyża. Na końcu każdego z czterech ramion krzyża tkwiło coś, co wyglądało jak litera.
Twardziel przysunął latarnię.
— Co jest, do…
A potem uwolnił wiosło i zajął miejsce obok syna.
— Wiosłuj, jakby nas demon gonił, Les!
— Co się dzieje, tato?
— Zamknij się i wiosłuj! Jak najdalej od tego!
— Czy to potwór, tato?
— Gorzej niż potwór, synu! — zawołał Twardziel, gdy wiosła zanurzyły się w wodzie.
Obiekt wyrastał już dość wysoko nad powierzchnią. Stał na czymś w rodzaju wieży…
— Ale co to jest, tato? Co to takiego?
— To jakiś przeklęty kurek na dachu!
Ogólnie rzecz biorąc, nie wystąpiły poważniejsze komplikacje natury geologicznej. Tonięciu kontynentów zwykle towarzyszą wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i armady małych łódek niosących starszych mężczyzn, którzy nie mogą się doczekać, by wznosić piramidy i mistyczne kamienne kręgi na nowych lądach, gdzie można oczekiwać, że posiadanie prawdziwie starożytnej wiedzy okultystycznej przyciągnie dziewczęta. Ale wynurzenie tego konkretnego lądu wywołało ledwie zmarszczkę w czysto fizycznej płaszczyźnie rzeczywistości. Można uznać, że wkradł się z powrotem — jak kot, który znikł na parę dni i wie, że człowiek się o niego martwił.
