I nigdy jej o tym nie powiedziałem, pomyślał, wychodząc na przejmujący ziąb. Po co ją denerwować?

Minął szybko trzy przecznice dzielące go od biura Foxa, machając wszystkim na powitanie i wymieniając pozdrowienia z sąsiadami i przyjaciółmi. Ale nie zatrzymywał się na pogawędki. Może nie groziło mu zapalenie płuc ani katar, ale był już cholernie zmęczony zimą.

Wzdłuż krawężników leżały szare skorupy śniegu, niebo nad głowami odbijało ich ponury kolor. W oknach i na drzwiach niektórych domów i sklepów wisiały walentynkowe serca i wieńce, ale nawet one nie dodawały uroku ulicom pełnym nagich drzew i ogołoconym przez zimę ogrodom.

Według Cala Hollow w lutym wyglądało paskudnie.

Pokonał kilka stopni prowadzących na ganek starego, kamiennego domu. Tabliczka obok drzwi głosiła: „Fox O'Dell, adwokat”.

Na jej widok Cal zawsze lekko się uśmiechał. Nawet po niemal sześciu latach nie mógł się przyzwyczaić.

Długowłosy hipis został prawnikiem.

Wszedł do schludnej recepcji, gdzie przy biurku siedziała Alice Hawbaker. Szczupła i zadbana, w granatowym kostiumie i białej bluzce z kołnierzykiem, z hełmem białych jak śnieg włosów, w dwuogniskowych okularach na nosie, pani Hawbaker prowadziła kancelarię jak pies pasterski swoje stado.

Wyglądała słodko i ślicznie, i ugryzłaby cię w kostkę, gdybyś się jej sprzeciwił.

– Witam pani Hawbaker. Kurczę, ale zimno. Chyba znowu będzie padał śnieg. – Zdjął szalik. – Mam nadzieję, że pani i pan Hawbaker trzymacie się ciepło.

– Wystarczająco. Zdejmując rękawiczki, usłyszał w głosie kobiety coś, co kazało mu przyjrzeć się jej dokładniej. Zobaczył, że płakała, i instynktownie podszedł do biurka.

– Czy wszystko w porządku? Czy…

– Wszystko jest w porządku. Absolutnym. Fox ma przerwę między spotkaniami. Siedzi tam naburmuszony, więc możesz od razu do niego wejść.

– Tak, proszę pani. Pani Hawbaker, jeśli mógłbym cokolwiek…

– Po prostu idź do niego – powtórzyła i pochyliła się nad klawiaturą.



30 из 269