
Po jednej stronie korytarza biegnącego za recepcją mieściła się toaleta, z drugiej biblioteka. Za zasuwanymi drzwiami na końcu był gabinet Foxa. Cal nie zapukał.
Na dźwięk rozsuwanych drzwi przyjaciel podniósł wzrok. Rzeczywiście wydawał się naburmuszony, miał zachmurzone oczy i wykrzywione usta.
Siedział za biurkiem, nogi w górskich butach położył na blacie. Miał na sobie dżinsy i flanelową koszulę, spod której wystawała ocieplana biała podkoszulka. Ciemnobrązowe włosy otaczały twarz o ostrych rysach.
– Co się dzieje?
– Powiem ci, co się dzieje. Moja asystentka do spraw administracyjnych właśnie złożyła wymówienie.
– Co narozrabiałeś?
– Ja? – Fox odepchnął się od biurka i wyjął z małej lodówki puszkę coli. Nigdy nie polubił smaku kawy. – Raczej my, bracie. Pewnej pamiętnej nocy urządziliśmy sobie piknik przy Kamieniu Pogan i wypuściliśmy diabła z pudełka.
Cal opadł na krzesło.
– Ona odchodzi, bo…
– Nie tylko odchodzi. Wyjeżdżają z Hollow, ona i pan Hawbaker. I tak, właśnie dlatego. – Wypił wielki łyk coli tak łapczywie, jak alkoholicy pochłaniają whisky. – Podała mi inny powód, ale kłamała. Powiedziała, że postanowili przeprowadzić się do Minneapolis, żeby być bliżej córki i wnuków, ale to nieprawda. Dlaczego kobieta pod siedemdziesiątkę, zamężna z facetem starszym niż świat, miałaby pakować manatki i jechać na północ? Mają jeszcze jedno dziecko, które mieszka pod Waszyngtonem i są bardzo przywiązani do Hollow. Wiedziałem, że kłamie.
– Z tego, co powiedziała, czy wybrałeś się na wycieczkę po jej myślach?
– Najpierw to pierwsze, potem drugie. Nie zaczynaj. – Fox postawił z hukiem colę na biurku. – Nie czytam ludziom w myślach dla zabawy. Sukinsyn!
– Może zmienią zdanie.
– Nie chcą jechać, ale boją się zostać. Boją się, że to znów się wydarzy – a ja mogę ich zapewnić, że tak – i nie chcą znowu przez to przechodzić. Zaproponowałem jej podwyżkę – jakbym mógł sobie na to pozwolić – i cały sierpień wolny, bo chciałem dać jej do zrozumienia, że wiem, co nią kieruje. Ale oni jadą. Dała mi czas do pierwszego kwietnia. Cholerny prima aprilis – narzekał. – Żebym znalazł kogoś, komu będzie mogła wszystko przekazać. Ja w ogóle nie znam się na jej robocie, Cal. Ona po prostu to robi.
