
– Masz czas do pierwszego kwietnia, może coś wymyślimy.
– Nie znaleźliśmy rozwiązania przez ostatnich dwadzieścia kilka lat.
– Miałem na myśli twój problem w biurze. Ale tak, o tym drugim też dużo myślałem. – Cal wstał, podszedł do okna i wyjrzał na cichą, boczną uliczkę. – Musimy położyć temu kres. Tym razem musimy to zakończyć. Może rozmowa z tą pisarką nam pomoże. Jeśli opowiemy o tym komuś obiektywnemu, z zewnątrz.
– Szukamy guza.
– Być może, ale i tak go sobie nabijemy. Zostało pięć miesięcy. Mamy się z nią spotkać u mnie. – Cal popatrzył na zegarek. – Za czterdzieści minut.
– My? – Fox popatrzył na niego ze zdziwieniem. – To dzisiaj? Widzisz, nie powiedziałem pani H., więc nigdzie tego nie zapisała. Mam za godzinę poświadczenie.
– Dlaczego nie użyjesz cholernego Blackberry
– Bo to się kłóci z naturalnym porządkiem wszechświata. Przesuń o godzinę spotkanie z tą pisarką. Będę wolny po czwartej.
– Nie ma sprawy, poradzę sobie. Umówię się z nią na kolację, jeśli będzie chciała wiedzieć więcej, więc nie planuj niczego na wieczór.
– Uważaj na to, co mówisz.
– Tak, tak, będę uważał. Ale zastanawiałem się nad tym. Już tak długo jesteśmy ostrożni. Może czas na trochę lekkomyślności.
– Mówisz jak Gage.
– Fox… Ja znowu mam te sny. Fox wypuścił ze świstem powietrze.
– Łudziłem się, że tylko ja je mam.
– Gdy mieliśmy siedemnaście lat, zaczęły się na tydzień przed naszymi urodzinami, gdy mieliśmy dwadzieścia cztery, na ponad miesiąc. Teraz już pięć miesięcy przed. Za każdym razem on jest silniejszy. Obawiam się, że jeśli czegoś nie zrobimy, ten raz będzie ostatni dla nas i dla miasta.
