Minął ją jakiś samochód, ale Quinn siedziała jeszcze przez chwilę, czekając, aż przestanie drżeć.

Nieustraszona pisarka niemal mdleje na widok pierwszej lepszej zjawy, pomyślała, a potem zawraca swoje piękne, czerwone auto i jedzie wprost do najbliższego baru Mickey D's, gdzie tłuszczem i cholesterolem koi skołatane nerwy.

Doszła do wniosku, że mogłaby to zrobić. Przecież nikt nie oskarżyłby jej o przestępstwo i nie wtrącił do więzienia. Ale wtedy nie napisałaby następnej książki i straciłaby cały szacunek do siebie.

– Weź się w garść, Quinn – rozkazała sobie. – Widywałaś już przecież duchy.

Trochę uspokojona wróciła na szosę i skręciła w następną przecznicę. Droga była wąska i kręta, z obu stron rosły drzewa. Quinn wyobraziła sobie, że wiosną i latem musi tu być pięknie, gdy słońce kładzie się na ziemi cętkami, lub zimą, kiedy gałęzie uginają się pod ciężkimi czapami śniegu. Ale pod niskim, ołowianym niebem las wydawał się osaczać drogę, jakby tylko drzewa miały prawo tu przebywać.

Do tego nie przejeżdżał żaden samochód i gdy wyłączyła radio – muzyka wydała się jej zbyt głośna – jedynym dźwiękiem, jaki słyszała, było wściekłe wycie wiatru.

Może powinnam nazwać to miasteczko Nawiedzonym Hollow, pomyślała i niemal ominęła skręt w żwirowaną aleję.

Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć tu mieszkać?, zastanawiała się. W środku tego gęstego, nieprzyjaznego lasu, gdzie wielkie połacie śniegu chowały się przed promieniami słońca? Gdzie jedynym dźwiękiem był ostrzegawczy warkot natury, a wszystko było brązowe, szare i ponure.

Przejechała przez mały most nad strumieniem i ruszyła w górę wąską dróżką.

I nagle objawił się przed nią dom, dokładnie taki, jak Caleb go opisał.

Budynek stał na niewielkim wzniesieniu, w którego zboczu wykuto opadające w dół tarasy pełne roślin. Latem i wiosną, pomyślała Quinn, musiały stanowić imponujący widok.



36 из 269